camero cat mad tea party

Camero Cat

Wyobraźcie sobie coś takiego: Kraków, jakaś piwniczka na Kazimierzu w której dość zadymiona knajpa, odrapane ściany,  dym w powietrzu, mała scenka, bar, dużo ludzi. Nagle na scenę wchodzą osoby, zwyczajne, rozkładają instrumenty – smyczki, akordeon, ktoś siada za pianinem, robi się cicho, światła gasną, za scenką zapala się ekran… i nie wiemy czy trafiliśmy na przedstawienie małej formy teatralnej, czy na kabaret, czy występ zespołu muzycznego. Bo nagle ludzie na scenie zaczynają grać i robi się wszystkiego po trochę. Taaaak, miła scenka prawda? Ale nie musimy działać tylko wyobraźnią, wystarczy jak posłuchamy zespołu Camero Cat. Właśnie wydali swoją drugą płytę pod tytułem "Mad Tea Party" i sami siebie określają jako – "projekt muzyczny z pogranicza rocka, teatru i kabaretu". Nie jest łatwo określić styl ich muzyki, po dziesiątkach prób zaszufladkowania, począwszy od popu, przez indie rock, chanson, na muzyce cyrkowo-kabaretowej kończąc stanęło na alternative pop opera. Ale ja absolutnie nie zgadzam się z określeniem pop. Ich pierwsza płyta "Cats & Clocks"  pokazała, że szufladkowanie ich muzyki mija się z celem, za to dała słuchaczom radość z obcowania ze zjawiskiem absolutnie offstreamowym, cieszącym ucho i wyobraźnie.


A ich najnowsza płyta zabiera w nas podróż, pełną dziwów i niespodzianek, trochę magiczną, trochę zwariowaną, czasem absurdalną, a czasem bardzo liryczną. Gdzie po świecie w którym możemy spotkać Alicję z Krainy Czarów, oprowadza nas kot Camero, zapraszając często do wesołego miasteczka, w którym świat wiruje, ale jest nam dobrze i bezpiecznie. I tylko czasem, gdy spotkamy na swojej drodze Jockera robi się na chwilę groźnie. Płyta jest koncept – albumem, całość jest przemyślana, i zmierza od samego początku do samego końca, ładnie podzielona na rozdziały. A ponoć koncept – albumy wymarły jak dinozaury wraz z odejściem wielkich rocka progresywnego… Można się tylko cieszyć, że to nie prawda. Zespół udostępnił do słuchania na swoim profilu My Space całą płytę, a gościnnie w partiach akordeonu wystąpił tam Czesław Mozil. Pozostaje jedynie czekać że pewnego dnia w naszym mieście pojawi się plakat: Kot Camero zaprasza do swojego świata. Czego Wam i sobie życzę.