loreena mckennitt

Czyli Tribute to Loreena.

Nie jest łatwo napisać o kimś, kogo się uwielbia, nie popadając w przesadny ton, nie jest łatwo napisać o kimś, o kim wszyscy już wszystko napisali, nie jest łatwo napisać coś o muzyce, która towarzyszy mi już od 20 lat i nie zmienia się ani o jotę, nie jest wreszcie łatwo napisać coś, co sprawi, że taki temat ktoś inny będzie chciał przeczytać. Ale podejmę się tego, bo nie sposób pominąć, opisując kobiece wokale, ten wyjątkowy, przepiękny głos i muzykę, która powoduje, że wszystkie troski znikają, i zostaje tylko błogość, uniesienie i marzenia. Bo tak właśnie działa Loreena McKennitt. Uprzedzam, że ktoś, kto nie lubi muzyki celtyckiej, gry na harfie, folku i tego typu rzeczy nie znajdzie tu dziś nic dla siebie.

Nie będę tu powielał wszystkich informacji dostępnych na temat Loreeny, wszystkie niezbędne linki będą na końcu artykułu, chciałbym się skupić na wybranych przeze mnie utworach, dzięki którym magia głosu i muzyki, którą prezentuje moja ukochana kompozytorka, wypełnia moją duszę i serce zawsze kiedy tylko ją usłyszę. A pierwszy raz usłyszałem ją w roku 1992, dzięki mojemu szkolnemu przyjacielowi Jarkowi (pozdrawiam Jarek), który ni stąd ni zowąd nagle przyniósł do mnie kasetę magnetofonową (ta, tak, to były czasy) na której grubym flamastrem ktoś napisał: „Parallel Dreams”. I nagle, jak obuchem, walnęły mnie dźwięki tej kanadyjskiej harfiarki, dźwięki niesamowite, dźwięki które pozwalały odbyć podróż w czasie i przestrzeni, dźwięki, które w połączeniu z cudownym głosem sprawiły, że od tego czasu Loreena McKennitt towarzyszy mi nie przerwanie aż do dziś, i ciągle wzbudza dokładnie ten sam zachwyt jak w dniu gdy ją usłyszałem po raz pierwszy.

 

elemental

Elemental

Ale zacznijmy od początków twórczości Loreeny, a mianowicie od płyty Elemental, wydanej w roku 1985, pierwszej w dorobku tej artystki. Już samo wydanie tego albumu, mówi nam co nieco o artystce, otóż 3 lata wcześniej zakłada ona własną firmę fonograficzną, Quinlan Road, następnie nagrywa płytę, która w postaci kasety z 9 utworami jest sprzedawana z samochodu, lub na ulicy, gdzie artystka występuje jako uliczny grajek. A co można powiedzieć o płycie? To czysta definicja tego, czym potem Loreena będzie się zajmować, to kierunek, w którym będzie się rozwijać i w którym stanie się prawdziwą mistrzynią. Delikatne dźwięki harfy, smutny, czysty głos Loreeny, i tradycyjna muzyka celtycka, w aranżacjach które powodują przyśpieszone bicie serca. Moją uwagę z tego albumu zwrócił utwór Stolen Child, który łączy w sobie tradycyjną melodie, z przepięknymi aranżami Loreeny, i jej bardzo charakterystycznym śpiewem, to jest kwintesencja tej muzyki, która staje się rozpoznawalna niemal od pierwszego dźwięku.


I złośliwi w tym momencie powiedzą, że jak się słyszało jeden utwór Loreeny, to tak jakby się słyszało wszystkie. Cóż, tak samo można powiedzieć choćby o kobietach, ale czy to prawda? Absolutnie nie, za każdym razem gdy słuchamy Loreeny, ma ona coś nowego do przekazania, jakieś nowe emocje do wyzwolenia, jakąś nową podróż do odbycia.

 

to drive the cold winter away

To Drive The Cold Winter Away

Pieniądze zarobione dzięki determinacji z jaką starała się sprzedać swoją pierwszą płytę, przeznaczyła na nagranie 2 kolejnych, w 1987 roku ukazuje się płyta To Drive The Cold Winter Awal, na której artystka zawiera zbiór tradycyjnych i mniej znanych kolęd zimowych i bożonarodzeniowych, muzykę związaną z obchodami świąt, oczywiście w świeżym i oryginalnym ujęciu. Oddajmy na moment głos Loreenie:

W dzieciństwie – pisze Loreena McKennitt – moim najżywszym wspomnieniem muzyki w porze zimowej były piosenki i kolędy nagrywane w kościołach lub wielkich salach, których atmosfera i tradycje były jedyne w swoim rodzaju. W tym duchu wybrałam się do kilku podobnych miejsc, które podczas moich podróży stały się bliskie mojemu sercu.

To płyta, którą wypada posłuchać dopiero jak się polubi tę artystkę na dobre. Zresztą jej koncepcja chyba powoduje to, że nie jest to mój faworyt, ale mimo wszystko polecam, zwłaszcza Balulalow, w którym Loreena, a capella wykonuje tradycyjną szkocką świąteczną melodię.

 

parallel dreams

Parallel Dreams

I wreszcie, płyta, dzięki której stałem się tak wielkim fanem Loreeny, wydana w roku 1989 Parallel Dreams, z utworem, który nawet jak dziś słucham, po raz nie zliczę który, powoduje, że mój żołądek podchodzi mi do gardła, dostaję gęsiej skórki i mam ochotę go słuchać w kółko i w kółko, czyli Breaking the Silence.



 

Na tej płycie, Loreena po raz pierwszy staje się kompozytorką, i autorką i nie korzysta już jedynie z tradycyjnych melodii, a jej kompozycje choć nawiązują do stylu, są już całkowicie odzwierciedleniem jej marzeń, tęsknot i fantazji. Na tej płycie poszerza się też instrumentarium, i zaczyna delikatnie romansować z elektrycznym brzmieniem, a jej charakterystyczny głos, dostaje odrobinę drapieżności, choć to słowo może nie bardzo tu pasuje. Poza Breaking the Silence, które dla mnie jest po prostu wyjątkowe, w zasadzie wszystkie kompozycje są równe, udane i trudno coś więcej tu wyróżnić. Po prostu to jest świetna płyta.

 

the visit

The Visit

Po sukcesie, jakim była poprzednia płyta w 1991 roku Loreena wydaje kolejną, The Visit, w której słychać już wyraźnie, że romans z elektrycznymi instrumentami, przeradza się w związek, może nie jest to płomienna miłość, ale na pewno solidna przyjaźń. To dobrze robi płycie i zamyka usta złośliwcom, których już powyżej przytoczyłem, a moją szczególną uwagę, i nie będę tu specjalnie oryginalny, bo to jeden z najbardziej lubianych utworów przez wszystkich fanów, zwrócił utwór The Lady Of Shalott. Po raz kolejny Loreena udowadnia, że w jej muzyce wszystkie możliwe kierunki świata, wszystkie czasy i wszystkie emocje są dostępne na wyciągnięcie… ucha.


"The Lady of Shalott" to wiktoriańska ballada, poemat napisany przez angielskiego poetę lorda Alfreda Tennysona. Zachwycająca melodia, przepiękny śpiew – to za każdym razem cecha twórczości Loreeny.

 

the mask and mirror

The Mask And Mirror

Płyta The Visit to był sukces, Loreena stała się rozpoznawalna, stała się sławna. Stąd już jedynie krok komercji, czy do zbliżenie się do pop kultury. I po części, wydany 1994 roku album The Mask And Mirror takim krokiem się staje. Ale nie zastrzelcie mnie od razu, ja, przyznam się szczerze ten album uwielbiam. Za przebojowość właśnie, bo jak inaczej nazwać utwór The Bonny Swans, jak nie przebojem właśnie?


Choć może trochę za daleko poszedłem w swych wnioskach, ale ten album to po raz pierwszy też opuszczenie wysp brytyjskich i spojrzenie na południe, w stronę Hiszpanii, Maroka i wpływy tych właśnie rejonów słychać na tym albumie. Od pierwszego The Mystic's Dream, który dla mnie jest numerem dwa na tej płycie.



 

a winter garden

A Winter Garden

Muzyczne i nie tylko muzyczne podróże, zapoczątkowane na poprzedniej płycie, stały się inspiracją do nagrania w 1995 roku mini albumu A Winter Garden: Five Songs For The Season. Nagrany w pięć dni, w studiu Petera Gabriela, pięcio – utworowy album, to wynik i owoc współpracy muzycznej pomiędzy McKennitt, grupą towarzyszącą jej na tourne oraz międzynarodową obsadą artystów występujących gościnnie. I ta płyta wyznacza kierunek, w którym Loreena będzie zmierzać, poszukiwanie celtyckich korzeni w różnych rejonach świata i wplatanie w swoje utwory fascynacji odwiedzonymi miejscami.

 

the book of secrets

The Book Of Secrets

Wydana w 1997 roku płyta The Book Of Secrets zamyka podróżniczą trylogię płytową, a najlepszym opisem tej płyty, niech będzie cytat z oficjalnej strony Loreeny:


Album wiedzie słuchacza w nieoczekiwane rejony. Pójdźmy za muzyką z antycznego Bizancjum do teatru marionetek na Sycylii, lub ze skalistej wyspy Skellig Michael, zamieszkałej niegdyś w Ciemnych Wiekach przez irlandzkich mnichów, do Wenecji i podróży Marco Polo, lub od tragicznej historii "The Highwayman" do grzmotu końskich kopyt na Kaukazie oraz echa słów Dantego napotkanych, niespodziewanie, w podróży pociągiem poprzez Syberię.

Z tej płyty pochodzi też kolejny wielki przebój, The Mummers' Dance


A dla mnie, moim ukochanym utworem z tej płyty jest The Highwayman. To po raz kolejny esencja twórczości Loreeny i przepiękna, cudowna ballada.


Trzeba koniecznie też zwrócić uwagę, że dzięki podróżom, instrumentarium na tej płycie wzbogaciło się o tak egzotyczną paletę instrumentów od wiolonczeli i kobzy irlandzkiej po dumbeg (ormiański instrument podobny do dubuka, opisanego w innym wpisie) i tablę (tradycyjny instrument indyjski).

 

live in paris and toronto

Live in Paris and Toronto

W 1998 narzeczony piosenkarki, Ronald Rees, utonął razem z dwójką innych mężczyzn, w wyniku wypadku. Tylko jedno z trzech ciał zostało odnalezione. Piosenkarka jeszcze w tym samym roku stworzyła fundusz Cook-Rees Memorial Fund by zapobiec podobnym tragediom w przyszłości i wydała album Live in Paris and Toronto zawierający nagrania z dwóch występów koncertowych. Wszystkie dochody ze sprzedaży tego albumu zostały przekazane funduszowi.

 

an ancient muse

An Ancient Muse

Aż do 2006 roku kazała nam Loreena czekać na swoją kolejną płytę, być może to przez traumę, którą przeżyła, a może z powodów zupełnie innych, w każdym razie, kolejny album An Ancient Muse, znów zabiera nas w podróż. Znowu posłużę się cytatem z oficjalnej strony:

Tym razem celem podróży jest poszukiwanie szlaków Celtów wysuniętych najdalej na wschód, od równin Mongolii po królestwo króla Midasa oraz Imperium Bizantyjskie. Rozmyślania w drodze dotyczą pojęcia ogniska domowego, podróży w jej wszelkich wcieleniach, łączenia się kultur które jest kanwą historii ludzkości oraz naszego uniwersalnego dziedzictwa, na które składają się konflikt i nadzieja.

Na tej płycie po raz kolejny mamy do czynienia z egzotycznymi instrumentami: hurdy-gurdy (lira korbowa – średniowieczny instrument strunowy), lutnia oud (arabski instrument strunowy), lira (grecki instrument strunowy), kanoun (tradycyjny arabski instrument strunowy) i nyckelharpa (skandynawskie skrzypce klawiszowe)



 

Można śmiało powiedzieć, że to koncept album, może nie do końca w takiej formie, do jakiej przyzwyczaiły nas zespoły progresywne, ale bez wątpienia, to całość, którą należy słuchać od początku do końca. Choć muszę przyznać, że ten album nie należy do moich faworytów.

 

midwinter night's dream

Midwinter Night's Dream

Kolejne dwa lata przerwy i album Midwinter Night's Dream, z 2008 roku, w którym bliskowschodnie wędrówki z poprzedniego albumu, łączą się z afrykańskimi motywami, a także mogą się spokojnie kojarzyć z francuskimi koloniami, zwłaszcza w śpiewanym po francusku Noël Nouvelet!.



 

To kolejny „świąteczny” album w dorobku Loreeny, choć traktujący tym razem bardziej święta jako czas kontemplacji, rozważań i próba odnalezienia ducha świąt, i co bardzo charakterystyczne dla utworów z tego albumu, Loreena potrafi tu jak zwykle ukazać wielorakie emocje, od smutku, czy wręcz lamentu, aż po radość. Kolejna płyta, którą należy słuchać w całości i dopiero po tym jak pokocha się Loreenę za wszystkie jej dokonania.

 

the wind that shakes the barley

The Wind That Shakes The Barley

A pod koniec ubiegłego roku ukazał ostatni pełny album Loreeny, niestety praktycznie niezauważony w Polskich mediach (jak zresztą cała twórczość artystki) o zgrabnym tytule The Wind That Shakes The Barley. Album, którym Loreena wraca do korzeni, do początku, do esencji swojego grania, do tradycyjnych melodii w jej wspaniałych aranżach, do muzyki celtyckiej, irlandzkiej, do podróży, ale emocjonalnej, i czasoprzestrzennej. Loreena wraca z podróży, bogatsza o doświadczenia, ale wraca tak, aby znowu być rozpoznawalną po pierwszych dźwiękach. A utwór As I Roved Out, to absolutnie najbardziej esencjonalny przykład jej muzyki.



 

Któż inny potrafi tak zaśpiewać „too-ry-ay, fol-de-diddle-day, di-re fol-de-diddle dai-rie oh”? Kto inny z tradycyjnej melodii potrafi zrobić przebój? Kto potrafi wydobyć takie emocje? To pytania retoryczne oczywiście, a płyta jest obok Parallel Dreams, The Visit, czy The Mask And Mirror jedną z najlepszych w dorobku tej utalentowanej kanadyjki.



 

Tak kończy się ta moja opowieść o kobiecym głosie, który wzbudza we mnie nieustannie najlepsze emocje, który powoduje, że ilekroć słucham tych utworów, to za każdym razem odbywam podróż i za każdym razem nie mam ochoty z niej wracać. Na koniec dodam, że kilka utworów Loreeny pojawiło się na szerokim ekranie, miedzy innymi w filmach Highlander, czy The Mists of Avalon wspaniale ilustrując pojawiające się obrazy. Wierzę mocno, że artystka dostarczy mi jeszcze wielu wzruszeń, i mam nadzieję, że być może uda mi się ją jeszcze kiedyś zobaczyć na żywo, bo wtedy spełni się moje marzenie.

/< ! ^' "|" @

 

Loreena McKennit w sieci:

[ quinlan road ] | [ last.fm ] | [ my space ] | [ facebook ] | [ sen mistyka ]

Wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu last.fm.