Smutne deszczowe lato.

Rozpoczynając cykl o którym pisałem wpis wcześniej, czy też kontynuując już rozpoczęty, mam dla Was dziś tylko dwie propozycje – ale za to jakie! Moim zdaniem absolutnie muzyczna ekstraklasa, w dodatku świetnie wpisująca się w tegoroczne deszczowe lato, melancholijna, ale nie depresyjne, minimalistyczna, ale nie uboga – po prostu perełki muzyczne. Zaczynamy.

 

scythelence

Scythelence

Nieoczekiwanie w moje dłonie wpadły dwie płyty zespołu Scythelence, które zawładnęły mną na całego. I z góry przepraszam za niewielką ilość informacji które udało mi się zdobyć, po prostu brak czasu a i znajomość języka rosyjskiego już nie ta co kiedyś. Rosyjskiego właśnie, bo ta cudowna muzyka z głębi Rosji pochodzi. Scythelence to projekt lidera zespołu FullMoon's Insygnia, Ivana Prokofieva, młodziutkiego artysty, a który to zespół istnieje od 2004 roku w Nowogrodzie Wielkim w Rosji, a gra gothic, doom metal. Projekt opisywany przez niego jako ambient, neoclassical, w którym muzyka jest przesiąknięta melancholijnym i kontemplacyjnym nastrojem, stworzonym przez instrumenty klasyczne i delikatny dźwięk syntezatorów, a koncentruje się na pięknie otaczającego nas świata, oraz osobistych uczuciach i myślach autora. Pięknie, prawda? Pierwszą płytą, która wpadła w moje łapy jest:

 

appaseasonato

Appaseasonato

Ten album, to emocjonalna podróż przez dwanaście miesięcy w roku. Melancholijne, choć nie smutne utwory na kwintet fortepianowy, wspomagane przez inne instrumenty klasyczne, wzbogacone o dyskretne brzmienie syntezatorów i piękny kobiecy sopran to esencja tego albumu. Minimalizm w formie, ale jednocześnie bogactwo dźwięków, aranży i emocji, którymi można by wypełnić co najmniej trzy albumy. Przepiękny otwierający płytę Mayd (Maj), krótki kojarzący się z Fryderykiem Chopinem utwór, ale kojarzący się nie wirtuozerią wykonania, ale mi przynajmniej z polskimi krajobrazami, z pięknem polskiej przyrody, ja wiem, skojarzenia to dość luźne, ale ten przejmujący dźwięk fortepianu i żywiołowe wykonanie tak właśnie na mnie działa. Następny Jlune (Czerwiec), który nastrój buduje, wykorzystując zapętlone dźwięki syntezatorów, z powtarzalnym motywem fortepianowym w tle. Dynamiczny Julight (Lipiec), gdzie słychać piękne skrzypce, czy bardzo nastrojowy Septender (Wrzesień), ujmujący melancholią i minimalnym wykorzystaniem dźwięków. Barokowy, kojarzący się z dawnymi czasami Aughost (Sierpień), i najpiękniejszy chyba z tej płyty, zamykający Apreal (Kwiecień) z prześlicznym kobiecym wokalem, który jest jakby wyrwany z innej bajki, wprowadzający nastrój jednocześnie bardzo podniosły, ale przy okazji mający w sobie dużo więcej wesołości, nadziei…


 

Na uwagę zasługują wszystkie utwory z tej płyty, które naprawdę stanowią koncept, przemyślany muzycznie i zagrany w perfekcyjny sposób, zaskakujący nas czasem perełkami w stylu Dustcember (Grudzień) gdzie mamy wariację muzyczną Czterech Pór Roku Antonio Vivaldiego. Te czasem bardzo krótkie utwory, zawierają tak wielki ładunek emocji w sobie, że słucha się tego, jak gotowej ścieżki dźwiękowej, do nieistniejącego filmu, w którym to my, słuchacze jesteśmy jednocześnie reżyserami, scenarzystami i głównymi aktorami. Po prostu muzyczna uczta, dla uszu, serca i wyobraźni.


 

Staję się absolutnym fanem tego zespołu i z wypiekami na policzkach będę obserwował jak potoczy się jego kariera, a także z zapartym tchem będę zaznajamiał się z pozostałymi płytami w dorobku, gdyż Appaseasonato to najnowsze dzieło. Co z resztą nie jest trudne, bo zespół udostępnił te nagrania za darmo do ściągnięcia. I dlatego od razu wpadła mi w ucho druga płyta:

 

post-romantic syndrome

Post – Romantic Syndrome

To jest zupełnie inna płyta, choć muzycznie bardzo bliska, to nastrojowo krańcowo różna. Introspektywne, czyli widziane z perspektywy autora odzwierciedlenie stanów wewnętrznych, uczuć, myśli i wspomnień. Więcej na tej płycie elektroniki, a utwory są dłuższe, na pewno bardziej smutne, czy nawet ponure, a pojawiający się czasem wokal powoduje u słuchacza nastrój bliski depresji. Ale też świetnie wycisza, świetnie wkomponowuje się w otoczenie, a słuchany zwłaszcza nocną porą potrafi nas zabrać w głąb siebie, i w głąb naszych myśli i uczuć. Moją uwagę przyciągnął utwór Transparent Eyelids, w którym dzięki pętli powtarzającego się motywu fortepianowego, mamy dość duży dynamizm, jednocześnie nie gubiąc po drodze całej liryki i nastrojowości. A przejmujący dźwięk skrzypiec sprawia, że w jednym utworze dzieję się tak wiele, że chce się go słuchać ciągle, za każdym razem odkrywając coś nowego, coś przejmującego, coś poruszającego.


 

Bez wątpienia, dla mnie projekt Scythelence, to jeden z najbardziej poruszających muzycznych przedsięwzięć ostatnich czasów, i żałuję jedynie, że tak późno go poznałem. Ale lepiej późno niż wcale, więc z całego serca polecam to każdemu, kto lubi melancholijną muzykę, przy której potrafi się odpłynąć w niezbadane rejony własnego ja.

Scythelence w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

kevin keller

Kevin Keller

Drugą propozycją na deszczowe lato jest Kevin Keller. Kevin Keller to kompozytor i multi – instrumentalista, pochodzący z San Francisco. Inspirowany literacko przez Debussy'ego czy Roberta Frosta ten utalentowany artysta stworzył unikalny styl muzyczny, który łączy w sobie prostotę instrumentów klasycznych od fortepianu, przez wiolonczelę czy kontrabas, aż po wysublimowane dźwięki syntezatorów i innych elektronicznych instrumentów. Jak sam opisuje swoją muzykę, jest to poszukiwanie głębszych znaczeń, otaczających nas codziennych zjawisk, wejście w świat przygody, oraz samopoznania.

Od kiedy pamiętam, zawsze miałem ciekawość tego, co dzieje się pod powierzchnią naszego świata. W mojej podróży przez życie, podczas nudnej egzystencji dzień po dniu, miałem nieoczekiwane błyski ważnych zdarzeń, które doprowadziły mnie do większego zrozumienia swojego życia i to one właśnie jaśniejąc spowodowały, że stworzyłem wszystko co zostało przeze mnie napisane i nagrane.

Pierwsza płyta, to najnowsze wydawnictwo autora:

 

dvija

Dvija

Dvija w sanskrycie oznacza „urodzony dwa razy” odnosząc się do naszego przyjścia na świat jako dziecko, ale też do narodzin „duchowych” w życiu dorosłym. Jak pisze autor:

Każdy z nas doświadcza w życiu jakiegoś wydarzenia, lub łańcuchu wydarzeń, które stają się symbolicznym rytuałem nadejścia duchowych narodzin wieku dorosłego.

Płyta ta pod wieloma względami jest dość trudna, bez przyglądania się powodom dla których powstała, czy roztrząsaniu etymologii tytułu. Choć z drugiej strony, mi osobiście jawi się jako gotowa ścieżka dźwiękowa do jakiejś komputerowej gry. I nie ma co się krzywić na to porównanie, bo wystarczy sobie przypomnieć genialną muzykę Marka Morgana z mojej ukochanej gry Planescape: Torment, żeby uświadomić sobie, że muzyka tworzona do gier, to bardzo często perły muzyczne, które bez pomocy komputerowych obrazów potrafią wzbudzić takie same emocje jak każda inna twórczość muzyczna. Mi ta płyta właśnie w ten sposób się kojarzy, choć oczywiście jest to gra komputerowa, która poprzez orientalne, hinduskie motywy muzyczne, jest umiejscowiona w scenerii na przykład Nepalu. Ale cała reszta pozostaje już zależna jedynie od naszej wyobraźni. Otwierające Tintal mnie wprowadza w świat Neverwinter Nights, następujące po nim Dhamar to wędrówka po Zapomnianych Krainach u boku Elminstera, a Keharwa to podróże z wiedźminem Geraltem. Wybaczcie mi więc to uproszczenie w odbiorze, ale naprawdę świetnie się tego słucha mając przed oczami takie obrazy.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

in absentia

In Absentia

To wcześniejsza płyta tego muzyka, wydana w 2008 roku. Płyta bardzo podobna muzycznie, choć bez orientalnych naleciałości, czy wyszukanych instrumentów. Od przepięknego, otwierającego wydawnictwo Stillness, w którym muzyka Kellera aż tętni od poczucia tajemniczości, gdzie zrównoważone i wyrafinowane brzmienie syntezatorów, w połączeniu z nastrojowym dźwiękiem skrzypiec, powoduje u słuchacza atmosferę obcowania z prawdziwą sztuką.


 

Słuchając tego krążka ma się wiele razy wrażenie, że oto nagle czas się zatrzymał, że możemy się przyjrzeć otaczającej nas rzeczywistości w sposób bardzo dokładny, a następnie już po chwili czas znowu rusza, a wszystko staje się rozmazane i bardzo niewyraźne. Na pewno cechą charakterystyczną jest świetnie dobrane instrumentarium, bogate aranżacje, ale jednocześnie chłodny minimalizm, który wprowadza nas w zadumę nad otaczającym nas światem.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Obie płyty Kevina Kellera, stanowią pewnego rodzaju koncepty i są zamkniętą całością. Spójne estetycznie i brzmieniowo, świetnie wyprodukowane i zagrane. I potrafiące wydobyć u słuchacza również wszelkiego rodzaju emocje. To naprawdę świetny materiał i z przyjemnością zapoznam się z pozostałymi dziełami tego kompozytora, zwłaszcza, że nie jest on szczególnie popularny w naszym kraju.

Kevin Keller w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

Wybaczcie więc kochani, że nie ma recenzji najnowszego koncertowego wydawnictwa Austriaków z Our Ceasing Voice, ale o nich napiszę kiedyś osobno, a wszystko dlatego, że dwoje dzisiejszych wykonawców zrobiło na mnie tak kolosalne wrażenie, że grzechem byłoby się tym z Wami nie podzielić.

/< ! ^' "|" @