our ceasing voice

Our Ceasing Voice

W samym centrum austriackich Alp, w Insbrucku, założona w 2006 roku, z inicjatywy Sebastiana Obermeira, gitarzysty oraz jego brata Reinharda Obermeira który śpiewał powstała formacja Our Ceasing Voice. Dołączyli do nich Eyup Kus – bas, gitara akustyczna, śpiew i Markus Rappold – perkusja, syntezatory – i zaczęli tworzyć swoje przygnębiające ale niewyobrażalnie piękne kompozycje, zawierające idealne połączenie delikatnego ambientu i epickiego post-rocka okraszonego melancholią. Tyle oficjalna notatka prasowa zespołu. Za Austriakami zetknąłem się jak zwykle prawie – dzięki Mikrokosmosowi, i z miejsca zawładnęli mą duszą. A bardzo niedawno, dokładnie 3 sierpnia wydali swój pierwszy album koncertowy, który będzie pretekstem do zapoznania się z ich twórczością. Ale po kolei, bo najpierw była bardzo późno wydana EPka:

 

steadied stars in the morphium sky

Steadied Stars In The Morphium Sky

Aż do 2009 roku kazali nam Austriacy czekać na swoją pierwszą płytę, która najpierw była 4 utworową EPką, żeby stać się potem w wersji „special” prawie LP z 8 utworami. Zadziwiająco dojrzała jest to płyta, jak na debiut, ale widać, że wszystko zostało bardzo mocno przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Genialne otwierające płytę ponad 9 minutowe The Inevitable Fall to kwintesencja ich muzyki. Smutny, melancholijny dźwięk gitary, surowa perkusja i ambientowe dźwięki instrumentów elektronicznych, przeplatanych dziwnym, bardziej krzyczanym niż śpiewanym wokalem.


 

Na uwagę zasługuje też Dazzled Eyes Are Shut. który świetnie łączy w sobie harmonię brzmienia elektroniki, z czasem wręcz industrialnym brzmieniem pozostałych instrumentów. I nie ważne jest, że całość przesycona jest wręcz depresyjnym klimatem. To cały urok tej muzyki, a partie gitarowe to po prostu prawdziwy majstersztyk, w których zakocha się każdy miłośnik tego instrumentu. Jako bonusowe do EPki zostały dodane The Inevitable Fall z alternatywnie zagraną perkusją oraz Dazzled Eyes Are Shut. w wersji akustycznej – a więc moim zdaniem dwa najlepsze utwory na tej płycie. Zaś o reszcie – zamiast czytać, to lepiej posłuchać, naprawdę bardzo dojrzała i udana płyta.

 

the resurrection

The Resurrection

Następna była EPka The Resurrection, która wydana została jako soundtrack do gry "Painkiller: The Resurrection". Już ten fakt, daje nam obraz z jaką muzyką mamy okazję obcować. Wydawnictwo to jest połączeniem post-rocka, shoegaze'u i wszelkich możliwych gitarowych eksperymentów ubranych w całość, która ma ubarwiać grę z gatunku krwawych strzelanin FPP. I choć nie miałem okazji w grę tę grywać, to słuchając tej płyty muszę stwierdzić, że oczami wyobraźni świetnie można się wczuć w klimat. Bardzo dynamiczne Forgive And You Will Be Forgiven, z świetnym gitarowym rytmem i delikatnym elektronicznym motywem, ostre, wręcz prawie metalowe When Memories Decay, z podwójną stopą na perkusji i charakterystycznymi zmianami rytmu i spokojne, melancholijne wręcz A Stone's Throw Awal, całkowicie wyciszające i pobrzmiewające z dala instrumentami klawiszowymi. Bardzo przyjemna płyta i bardzo dobrze się jej słucha. A myślę też, że bardzo dobrze przy niej się tez gra.

 

passenger killed in hit and runhopes of yore

Passenger Killed In Hit And Run

Hopes Of Yore

Następnie w 2010 zespół nagrał dwa maxi single Passenger Killed In Hit And Run oraz Hopes Of Yore, które oprócz tytułowych utworów i ich remixów, zawierają akustyczną wersję Summer's Orange Haze – które to utwory znajdą się na ich pierwszym oficjalnym longplay’u, a także premierową kompozycję For Days On End. I o ile pierwszy z utworów, to typowy shoegaze atakujący nas ścianą gitarowych przesterów, to utwór Hopes Of Yore – to jeden z najpiękniejszych utworów tego zespołu w ogóle. Zaczynający się od delikatnej melodeklamacji w tle i ładnych krótkich gitarowych wstawek, urozmaiconych elektronicznym tłem i prześliczną, bo trudno znaleźć inne określenie, melodią. A na dokładkę otrzymujemy boleśnie piękny wokal, przesycony emocjami, trochę brudny, trochę w tle ale genialnie wkomponowujący się w muzykę. To jest naprawdę przepiękny utwór.


 

when the headline hit home

When The Headline Hit Home

Wreszcie w styczniu tego roku zostaje wydana pierwsza pełna płyta zespołu. 8 utworowe wydawnictwo, oprócz znanych już z singli Passenger Killed In Hit And Run, Hopes Of Yore i Summer's Orange Haze, zawiera 5 nowych kompozycji. Muszę się przyznać, że mam spory problem z oceną tej płyty. Z jednej strony genialne Hopes Of Yore, a z drugiej słabiutkie Without Even Breathing, które w zamierzeniu miało być chyba alternatywną wersją ich muzyki, a jak dla mnie jest aż za bardzo alternatywne. Ale nie jest źle, jest bardzo dobre The Only Ones Dead (Are Those Who Are Forgotten), nawiązujące do The Inevitable Fall z pierwszej EPki i utrzymane dokładnie w tym samym klimacie, jest niezłe Polaroids And Chinese Whispers, depresyjno – melancholijne jak to u nich, ale z pięknymi jak zwykle partiami gitary i ślicznym, ale bolesnym śpiewem Reinharda. Jest też Within The Nick Of Time – najsmutniejszy chyba utwór na płycie, ale poruszający dość mocno wyobraźnię. Jedyne, co można zarzucić Austriakom, to, że są w swoich kompozycjach trochę zbyt przewidywalni, zbyt podobni, ale ni można im odmówić uroku, warsztatu i naprawdę miłych dla ucha melodii.


 

Jest to obowiązkowa płyta dla wszystkich fanów melancholijnych eksperymentów gitarowych, z jednym absolutnie przepięknym utworem w roli głównej i całą resztą dobrze wykonanych średniaków.

 

live

Live

3 sierpnia został wydany album Live, nagrany 25 kwietnia w Gent, podczas koncertu promującego ich płytę długogrającą. Jestem wielkim fanem koncertów, i dlatego czekałem na to wydawnictwo z wypiekami na twarzy, żeby usłyszeć jak też Austriacy radzą sobie grając na żywo. A jest to trudne zadanie niewątpliwie, grając ten gatunek muzyczny. Już pierwszy rzut oka na setlistę wywołał na moich ustach uśmiech. Bo mamy tu oprócz oczywistej perełki z ich LP – Hopes Of Yore, także utwór z debiutu – The Inevitable Fall, a więc dwa uwielbiane przeze mnie utwory. Zaczyna się to wszystko od Summer's Orange Haze w którym deklamuje gościnnie Matt Finney, a następnie The Inevitable Fall – zagrane jak dla mnie absolutnie świetnie, dynamicznie i z autentyczną pasją. Mogę tego utworu słuchać w kółko i nigdy mi się znudzi.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Niestety, jak na płytę Live, zadziwiająco mało jest odgłosów które na koncertach są naturalne, takich jak choćby klaskanie. Czy to klimat tej muzyki, czy miksy, w każdym razie próżno tu szukać nadmiernych wyrazów entuzjazmu. Krótkie słowa podziękowania, nieśmiłe klaskanie – to wszystko. Trochę szkoda. Płynnie przechodzimy do Of Lives Once Lost, dalej z pierwszej EPki, które w stosunku do oryginału, wyróżnia się tym, że zostało dość znacznie skrócone i na koniec słychać bardzo nieśmiałe „Thank You” i delikatne oklaski (ciekawe ile osób było na koncercie?). Potem mamy Highway Lights i Passenger Killed in Hit and Run, które również zostało skrócone, ale które brzmi lepiej na żywo, czy to z powodu realizatora, który nagłaśniał ten koncert, czy z powodu trochę zmienionej aranżacji, ale naprawdę tym razem gitarowa ściana brzmi naturalniej i bardziej świeżo. A następnie mamy to co tygrysy lubią najbardziej – Hopes of Yore, który w wersji koncertowej u mnie powoduje, że po skórze galopują stada mrówek, a w sercu i duszy robi się zdecydowanie cieplej. To kolejny utwór, który mogę słuchać bez końca.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Ach, jak wspaniale ten utwór brzmi na żywo. Czym się różni? Wszystkim i niczym. Niczym, bo jest zagrany dokładnie tak jak w studiu, z zachowaniem wszystkich elementów, a wszystkim bo brzmienie instrumentów jest bardziej ciepłe, nastrojowe, bo partie gitar są delikatnie wydłużone, bo śpiew jest jeszcze bardziej dramatyczny… cudo, po prostu cudo. Zamyka płytę Dazzled Eyes Are Shut. znowu z gościnną melodeklamacją Matta Finneya.

Cóż, tym razem Austriacy mnie nie zawiedli i o ile można mieć mieszane odczucia po ich pierwszym pełnym albumie, to po wysłuchaniu tej płyty koncertowej wszelkie wątpliwości rozwiewają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Choć bez wątpienia to propozycja dla ludzi którzy lubią post-rockowe klimaty, melancholijno – depresyjne melodie i bolesne wokale, ale myślę, że każdy jest w stanie odnaleźć niesamowite piękno w tych utworach i zanurzyć się w muzyce, która wypełnia wszystkie zakamarki w ciele. Na uwagę zasługuje fakt, że całą swoją twórczość umieścili oni w internecie za darmo. Dzięki temu każdy może i wręcz powinien zaznajomić się ich dokonaniami.

/< ! ^' "|" @

Wszystkie zdjęcia pochodzą z profilu grupy w serwisie Last.Fm

Our Ceasing Voice w sieci:
[ facebook ] | [ my space ] | [ bandcamp ] | [ strona oficjalna ] | [ last.fm ] | [ you tube ]