przemyska scena niezalezna

II Finał Przemyskiej Sceny Niezależnej

W upalne popołudnie udałem się na rynek, celem obejrzenia tego, na co większość wielbicieli muzyki rodem z miasta Przemyśla czekała, czyli finału Przemyskiej Sceny Niezależnej. Szkoda, że niestety upał, który tego dnia był niemiłosierny, większość Przemyślaków zgromadził w okolicy wody, a nie w rynku – może kolejne finały należałoby organizować gdzieś bliżej Sanu, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym? No, ale to zmartwienie organizatorów. W każdym razie im bliżej wieczoru i im chłodniej się robiło, publiczność przybywała i całkiem nieźle się rozkręcała. A na start wystąpił zespół:

 

fire in naughty eyes

Fire In Naughty Eyes

Piątka młodziutkich Przemyślaków, inspirowana takimi zespołami jak Bullet For My Valentine, Avenged Sevenfold, Rage Against The Machine, Nirvana (informacje pochodzą z ich profilu na Facebooku) z młodzieńczą fantazją i brawurą zagrała swój repertuar. Cóż, młodość ma swoje prawa i dobrze. Niestety o ich muzyce można powiedzieć, że jeszcze wiele prób przed nimi 🙂 Technicznie słabi, wokalnie również, melodie mało oryginalne, choć generalnie bardziej dopracowane, świetnie będą się sprawdzać na koncertach. Natomiast widać, że muzyka ich bawi i napełnia energią, którą chętnie dzielą się ze sceny. Miejmy nadzieję, że będą równie wytrwali w tym co robią, jak dziś są energetyczni. Miły opener. Występów tancerzy, występujących po nich, opisywał nie będę, wybaczcie. Następny w kolejności to zespół:

 

cma

Ćma

Pierwszy raz miałem okazję usłyszeć tę kapelę, i powiem szczerze, że trochę się na starcie do nich uprzedziłem. Informacja, że to ostatni koncert, że koniec, zblazowany frontman, który na widok pustego rynku nie omieszkał wstawiać „trochę dziwnych” komentarzy… Może jestem z innej epoki, ale tego typu zdarzenia mnie osobiście od razu zrażają do artystów. Nie tędy droga. Jednakowoż… gdy zaczęli grać…to okazało się, że jest to zespół, który gra genialną muzykę. Instrumentarium w którym znajdziemy akordeon i saksofon, sceniczny image, od zblazowanego frontmana po krawatowego saksofonistę i kawał dobrej muzyki, z często bardzo dobrymi tekstami – to właśnie proszę państwa Ćma! Zrozumiałem, że to wszystko, co mnie na początku drażniło, składa się na wizerunek zespołu. A pomieszanie stylów muzycznych, w których można usłyszeć nutkę ska, odrobinę bluesa, kapinkę country, przyprawioną folkiem, z delikatnym posmakiem swingu a wszystko to w oparach absurdu i knajpianego dymu – świadczy o tym, że to zespół który wie czego chce i idzie właściwą drogą! A właściwie szedł… bo wedle informacji, właśnie przestał istnieć. Dlaczego, ja się pytam? Grać chłopaki, grać, wszędzie gdzie się da, grać! W klubach, na festynach, do kotleta i na dożynkach… grać, Szlifować warsztat, zdobyć menadżera i wreszcie wydać płytę i zrobić karierę – taka jest Wam pisana przyszłość! Liczę, że przemyślicie (choć nie wszyscy jesteście z Przemyśla) tę decyzję i wierzę, że będzie mi dane jeszcze wiele razy Was słuchać i oglądać. Polecam wszystkim szczerze.

cma wincentiada 2011

 

Ćma w sieci: [ myspace ] | [ wywiad ]

 

blacksnake

Blacksnake

Blacksnake, to formacja, która na przemyskiej i nie tylko, scenie muzycznej znaczy już dość sporo. W zimie miałem okazję oglądać ich występ z okazji 5 lecia istnienia, a teraz miałem porównanie, zwłaszcza, że zespół zmienił wokalistę. I z żalem niestety stwierdzam, że to porównanie wypadło blado, dla ich obecnego składu. Zresztą kapela boryka się ze składem od początków istnienia, może dlatego, że dla części z nich, ważniejszy jest ich drugi projekt, który zaczyna robić karierę czyli Underdark. Nie wiem. W każdym razie, jeśli chodzi o muzykę, to ta oczywiście nie zmieniła się, nadal jest energetyczna, nadal jest mocna i nadal cieszy ucho. Natomiast nie cieszy ucha nowy wokal. I nie chce tu stwierdzać, że Piotr Bałajan, który z nimi śpiewał, był genialnym wokalistą, ale nie można mu było odmówić jednego – posiadał olbrzymią charyzmę i potrafił nią porwać tłum praktycznie z miejsca. Nowy wokalista, nie dość, że w moim odczuciu marnie śpiewa, to niestety na scenie nie potrafi się odnaleźć, a jego sceniczny image jest dla mnie, prawdę mówiąc kiczowaty. Ale daleki jestem od tego, żeby skreślać jego i cały zespół, może po prostu muszą się chłopaki trochę zgrać, może musi minąć trochę czasu. W każdym zespole mogą zdarzyć się zmiany, ważne jest, żeby z tych zmian wyszło coś dobrego, dla zespołu i publiczności. Dziś Blacksnake dołuje, ale może już za chwilę z powrotem zacznie zwyżkować? Tego im życzę, a nowy wokalista, jeśli przypadkiem to czyta, niech się nie przejmuje moim marudzeniem – tylko niech pracuje na chwałę i sławę bardzo dobrego zespołu w jakim przyszło mu śpiewać.

blacksnake

 

Blacksnake w sieci: [ myspace ] | [ facebook ]

 

pigs like pigeons

Pigs Like Pigeons

Na ten zespół ostrzyłem sobie zęby. Bo niezależna w nazwie do czegoś zobowiązuje, a zespół Pigs Like Pigeons to naprawdę kawał dobrej alternatywnej, niezależnej muzyki z pogranicza grunge i punka. I trzeba im przyznać, że hałasują naprawdę nieźle! Czasem ostre, czasem brudne brzmienie, dosadne teksty zahaczające o ironię to wystarczająco aby porwać tłum do zabawy. Niestety radość z ich występu popsuły długie a nawet bardzo długie przerwy, w których muzycy starali się nastroić krnąbrne instrumenty, nie przystoi to panowie… A po za tym czad, zabawa i bonanza. Bardzo dobry zespół.

pigs like pigeons

  Pigs Like Pigeons w sieci: [ myspace ] | [ last.fm ] | [ facebook ] | [ wywiad ]

 

krusher

Krusher

Nie dawno zapraszałem Was na Krushfest w Jaśle, na którym zobaczyć będzie można miedzy innymi Camero Cat, a tymczasem u nas, na Wincentiadzie zagrał gospodarz tego wydarzenia, czyli zespół Krusher. O zespole poczytacie na ich oficjalnej stronie, a ja skupie się na występie. Samo przygotowanie sceny poszło bardzo sprawnie, co świadczy o dużym profesjonaliźmie zespołu, a zapadający mrok i świetna zapowiedź prowadzącego sprawiły, że można było odnieść wrażenie, że to gwiazda wieczoru. I prawdę powiedziawszy tak właśnie było, przynajmniej dla mnie. W dźwiękach pseudo – gotyckiego intro zespół pojawił się na scenie i zaczął „wymiatać” – bo to najwłaściwsze słowo. Dwójka gitarzystów, wspomagana przez basistę wyczarowywała ze swych instrumentów dzwięki, których nie powstydziłyby się tuzy metalowego grania. Niezły pałker do tego dodawał dynamiki i damski wokal… no właśnie, wokal. Klaudia Kozień, która zasiliła ten zespół w 2007, to bez wątpienia bardzo charyzmatyczna i atrakcyjnie się prezentująca postać, i która do tej bezkompromisowej muzyki dorzuciła garść wygładzających nut, lecz jej możliwości wokalne są mocno ograniczone. Nie zachwyca ani skalą, ani barwą, natomiast śpiewa poprawnie i czysto, co jest na pewno ważne. I o dziwo wypada dużo lepiej w drapieżnych utworach, w których stara się dopasować swoją wokalizą do gitar, niż w wolniejszych wstawkach, w których widać jej wszystkie mankamenty. Ale nie ma się co czepiać, bo za to posiada dar nawiązywania świetnego kontaktu z publicznością i bardzo atrakcyjnie dla oka prezentuje się na scenie. Zespół zaprezentował nam swój materiał, wliczając to utwory z nowego singla, a także covery, które publikę rozpaliły do czerwoności. A to, że przy wykonywaniu Highway To Hell miejscami zamienili się gitarzysta z perkusistą, robiąc z tego utworu doskonałe show, świadczy o ich naprawdę dużym profesjonaliźmie i obyciu scenicznym. Absolutnie najlepszy koncert tego dnia i z przyjemnością wybiorę się na krushfest, żeby zobaczyć ich znowu w akcji. A może uda się zamienić jeszcze kilka słów celem publikacji? Zobaczymy. Polecam serdecznie wszystkim fanom ciężkiego, metalowego grania.


Krusher w sieci: [ strona oficjalna ] | [ myspace ] | [ last.fm ] | [ facebook ] | [ you tube ]

 

proletaryat

Proletaryat

A na deser legenda polskiej sceny punk’n’rollowej czyli zespół Proletaryat. Gdy w 1992 roku nakładem Studia Izabelin wyszła ich pierwsza i druga płyta, wszyscy patrzyli na nich jak na objawienie. Bezkompromisowa muzyka i teksty, świeżość i dynamika i charyzma Oleya – to było absolutne novum na polskiej scenie muzycznej tamtych lat. Pamiętam jak byłem na ich koncercie w Krakowie, gdzie zagrali razem z Vaderem i gdy patrzyłem na Oleya, śpiewającego ze sceny, że da nam w mordę, to naprawdę mu wierzyłem. Wszyscy mu wierzyli. A dziś… dziś nie będę się nad nimi znęcał, w końcu to legenda. Nie będę wytykał tego wszystkiego, co powinienem wytknąć, bo po prostu nie trzeba. Najważniejsze, że publiczność bawiła się dobrze, że usłyszeliśmy ich kilka znanych z tamtych lat kawałków i że to było dobre zakończenie całego muzycznego dnia. Dla mnie tego wieczoru gwiazdą był zespół Krusher i nie zmieni tego nawet legenda zespołu Proletaryat.

 

A na koniec dwa słowa należą się organizatorom, którzy stanęli po raz kolejny na wysokości i dali nam prawdziwą muzyczną ucztę. Czapki z głów panie i panowie. Cieszy mnie fakt, że dzięki temu mamy w Przemyślu okazję do obcowania z dobrą rockową muzyką i pozostaje Życzyć im wytrwałości i wielu, wielu udanych koncertów w przyszłości. Co nastąpi zresztą już niebawem.

psn

   

Więcej marnej jakości materiałów wideo z koncertu znajdziecie na moim kanale You Tube. Zapraszam. I widzimy się na drugim dniu Wincentiady oczywiście.

/< ! ^' "|" @