krushfest plakat

Krushfest, Jasło, MOSiR, 24.09.2011

A dzień przed Lettersami wybrałem się na potężną dawkę muzyki, ale muzyki tak energetycznej, że głowa mała, bo chodzi o Krusfest, święto rocka i metalu  niestety, z powodów obiektywnych (hehe po prostu nie dałem rady, co zrobic) dotarłem na Krushfest z ogromnym opóźnieniem, i nie dane mi było zobaczyć choćby Camero Cat, ale… to co ujrzałem i przeżyłem to moje i powiem Wam że tego mi brakowało właśnie, litry potu, bolący kark i kompletne zachrypnięcie, a swoją przygodę z Krushfest zacząłem dopiero od zespołu:

 

 

krusherKrusher

O zespole Krusher pisałem już podczas relacji z przemyskiej Wincentiady, i wtedy już mnie zachwycili, natomiast to co zaprezentowali na Krushfescie to jest mistrzostwo świata, absolutne i totalne. I być może wpływ na to miało miejsce w którym występowali, bo grali u siebie i widać było, że u siebie zgromadzili wielką liczbę swoich fanów, ale bez wątpienia ta kapela wie co zrobić, żeby ogromna banda długowłosych ludzi podrygiwała w rytm ich utworów niczym kukiełki zdalnie sterowane. Koncert w zasadzie nie różnił się od tego, co zaprezentowali w Przemyślu, były nowe utwory, były covery, wraz ze zmianą miejsc pomiędzy perkusistą a gitarzystą, były utwory po polsku, były balladki, było wszystko. I dobrze! Bo wszystko co ten zespół robi jest naprawdę bardzo energetyczne i w ten zimny wieczór w Jaśle dzięki temu było gorąco jak w najbardziej upalne lato.


To jest po prostu wybitnie koncertowe zwierze i polecam wszystkim aby jeśli tylko będą mieli okazję, zobaczyli ich występy na żywo i poczuli tę ogromną dawkę adrenaliny, która temu towarzyszy. BRAWO i tak trzymać. I ja chce Was usłyszeć w radiu wreszcie!!! Ogólnopolskim radiu dodam!

 

Po tym bardzo energetycznym występie nastąpiła chwila przerwy, podczas której można było uzupełnić zarówno płyny jak i kalorie, niestety, jak to u kierowców bywa, musiałem patrzeć jedynie z paskudną miną jak rzesze ludzi raczą się pysznym, zimnym, bursztynowym płynem, heh. A po przerwie na scenie pojawił się:

 

closterkellerClosterkeller

Closterkeller to absolutna legenda polskiej muzyki rockowej i zespół, który chyba na stałe zagościł już w umysłach wszystkich lubiących muzykę, a co najważniejsze to zespół, który ciągle nagrywa i wydaje płyty i to jakie! Genialne! A termin koncertu niechcący zbiegł się z wydaniem płyty Bordeaux, więc dzięki temu przy okazji niejako mogliśmy się zaznajomić z materiałami absolutnie premierowymi. Anja Orthodox jest w wyśmienitej formie, a te wszystkie lata, które jest z nami na scenie jakby omijają ją szerokim łukiem, bo absolutnie nic się nie zmienia i nadal zachwyca nie tylko swoim głosem. Weszli w dzwiękach pięknego intra, które okazało się być premierowym wykonaniem kawałka z nowej płyty, a potem, potem była jazda absolutna, przez Aurum, Purple, Violet, z takimi hitami jak W moim kraju, Zegarmistrz światła, czy Ogród półcieni. Muzycy zespołu w formie wyśmienitej i widać było po nich, że spragnieni są grania, Ania zachwycająca jak zwykle, ze swoim scenicznym image, który można jedynie podziwiać, i ze swoim głosem, który zabierał wszystkich w niezbadane rejony ducha. Bardzo dobre nagłośnienie i świetna oprawa świetlna i jedynie żal, że tak krótki set mogli zagrać, cóż takie imprezy mają swoje prawa i jednym z nich są krótkie sety. A Closterkeller to kapela, która mogłaby grać bez przerwy ze 3 godziny albo i dłużej i która w ciągu tych godzin i tak nie zdążyłaby zagrać wszystkich swoich hitów i przebojów. Chciałbym ich kiedyś zobaczyć na takim jakimś jubileuszowym koncercie…

Dla mnie zabrakło tylko jednego, mojego ukochanego utworu Violet, z którym mam bardzo osobiste przeżycia, ale i tak było pięknie, i tak Closterkeller zamyka po raz kolejny usta wszystkim niedowiarkom i malkontentom twierdzącym, że się już skończyli. Niech przyjdą na ich koncert i sami zobaczą, bo jeśli tak, to chciałbym aby większość polskich kapel tak się kończyła jak Closterkeller. To był cudowny wieczór i dziękuję im bardzo za ten udany występ.


 

skyforgerSkyforger

A po świetnym występie Closterkeller, po krótkiej przerwie przyszła kolej na gwiazdę wieczoru, zespół Skyforger. Przyznam szczerze, że nie znałem tego zespołu wcześniej, poza tym, że pochodzą z Litwy i grają folk – metal z pogańskimi tekstami, często śpiewanymi w ich ojczystym języku. I już od pierwszych prób dostrojenia instrumentów, zadziwili mnie kompletnie, bo oto na scenie pojawili się brodaci faceci, ubrani w stroje rodem ze średniowiecza, a wśród instrumentów zauważyłem takie cuda jak kobza, czy flet. I zaczęło się, nie jestem fanem ciężkiego metalowego grania, ale muszę powiedzieć, że dźwięki wydobywane przez zespół nijak nie pozwalały na złapanie choćby odrobiny oddechu. Trudne, ciężkie metalowe granie, choć bez charakterystycznych blastów, ale pełne ekspresji i growlingu, szał na scenie i wplatane w to wszystko dźwięki instrumentów ludowych po prostu powalały rytmem, głośnością i tempem. Takiej energii scenicznej nie widziałem już bardzo dawno. I choć bez wątpienia jest to zespół po trochę niszowy, bo jako gwiazda może być on traktowany jedynie przez fanów metalowego grania, a po trochu kabaretowy, bo te stroje i cała otoczka występu (goście musieli w tych strojach wydalić z siebie trzy razy więcej potu niż ja, a nie ukrywam, że trochę ze mnie wyszło) to mimo wszystko miałem w pewnym momencie wrażenie, że po prostu zmęczyli jasielską metalową publiczność swoim setem, w którym nie było ani chwili na delikatne złapanie oddechu.


Ale mimo wszystko, jako gwiazda wieczoru, na tego typu imprezie wypadli okazale, przekonująco i co najważniejsze w sposób naturalny i przyjemny, mimo ciężkości gatunku. Zabawa była przednia, zarówno dla ucha jak i dla oka, a fani takiego grania, bez wątpienia znaleźli się w muzycznym niebie, czy też piekle i trwali tam aż do samego końca ich występu.

 

Podsumowując jasielską imprezę, z której niestety zobaczyłem jedynie bardzo malutki fragmencik, muszę przyznać, że warto było i że jest to impreza, która na stałe powinna zagościć w kalendarzu imprez, dobra organizacja, bardzo, bardzo dobra atmosfera, kawał świetnej muzyki i dużo pysznego, zimnego bursztynowego płynu do picia – czegóż więcej chcieć? Ja mam zamiar za rok znaleźć się na niej od początku i już na pewno nie w charakterze kierowcy, i wszystkim bardzo serdecznie polecam tę imprezę.
Oczywiście, więcej kiepskiej jakości materiałów znajdziecie na moim profilu You Tube. Informacje o zespołach i linki sieciowe uzupełnię w innym, bliżej nie określonym terminie.

/< ! ^’ "|" @