letters plakat

Letters From Silence, Sanok, Skansen, 25.09.2011

 

W piękną słoneczną niedzielę zawitałem do sanockiego skansenu, tylko w jednym celu, usłyszeć dwóch panów grających na gitarze, a że byłem już po dość solidnej dawce mocnej muzyki, bo wracałem z Krusfestu, to cieszyłem się na myśl, że trochę ukojenia dla ucha zaznam. I nie zawiodłem się. Choć na wstępie muszę powiedzieć, że wybór miejsca na tę cudowną muzykę był naprawdę zły. Panowie z Letters From Silence musieli grać o godzinie 14, w pełnym słońcu, na festynie zorganizowanym z okazji dnia bartnika, na scenie umiejscowionej w tak paskudny sposób, że chyba gorzej nie można, przy głównym ciągu komunikacyjnym, którym przewalały się tłumy jedzących i pijących osób płci obojga, wieku każdego. Nie popisał się organizator i cóż – w moim przekonaniu nie spisała się też publiczność, mam nadzieję, że dzień wcześniej, również w Sanoku było zdecydowanie lepiej. Ale mimo tych wszystkich przeciwności, dwójka artystów poradziła sobie koncertowo! Czapki z głów. To musiało być strasznie deprymujące, a mimo to panowie zagrali swoje cudowne dźwięki nie patrząc na to gdzie i jak są przyjmowani, a na dodatek pozwalali sobie na delikatne żarciki o pszczółkach. Czapki z głów!!!

A wracając do muzyki, Letters From Silence to dwójka muzyków, gitarzystów, i już… Żadnej sekcji rytmicznej, żadnych dodatkowych instrumentów, tylko piękne gitarowe granie i wokal. Muszę przyznać, że panowie dokładnie wiedzieli co chcą zrobić z pomysłami muzycznymi w ich głowach i wyszło im to po prostu rewelacyjnie, urzekający głos Wawrzyńca i jego akustyczna gitara nastrojona perfekcyjnie do jego głosu i gitarowe popisy na elektrycznej gitarze Macieja, z trochę nieśmiałym ale bardzo charakterystycznym backvocalem w tle. Zagrali cały materiał ze swojej nowej – starej płyty (starej, bo część utworów pochodzi z ich EPki, trochę jedynie podretuszowanych) wraz z ich chyba największym przebojem The Longest Journey Back Home, który porusza stopy, serce i umysł.


I szkoda jedynie, że ta magiczna chwila z chłopakami trwała tak krótko i w tak niesprzyjających okolicznościach przyrody. Bo słuchając tych utworów, człowiek przenosi się do krainy, w której uliczni grajkowie za kilka groszy do kapelusza wyśpiewują wspaniałe piosenki a dookoła otacza nas cudowny świat bez cywilizacji, samochodów a z piękną przyrodą i krajobrazami. Tak właśnie ta płyta na mnie działa i tak właśnie wyobrażam sobie wszystkie koncerty zespołu. I wierze, nie, mam pewność, że o chłopakach z Letters From Silence będzie jeszcze nie raz głośno i nagrają jeszcze bardzo wiele cudownych płyt, a póki co zachęcam wszystkich do uczestnictwa w ich koncertach i do zakupu ich pierwszej płyty – bo naprawdę warto. Przecież to takie proste… dwie gitary i głos…

Więcej kiepskiej jakości materiałów na moim kanale You Tube.

/< ! ^' "|" @

Letters From Silence w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ my space ] | [ last.fm ]