coma

The red is bad…

17 października, każdy fan łódzkiego zespołu czekał od dawna na tę datę. Bo tego dnia ukazać się miała 4 studyjna płyta zespołu. O Comie zbyt wiele pisać nie trzeba, bo albo się ją kocha i należy do jej sekty, albo nienawidzi. Choć jak dziś pamiętam, w audycji Minimax (zresztą ostatnio brutalnie okrojonej z czasu antenowego – przyłącz sie do protestu w tej sprawie) pan Piotr Kaczkowski zapowiadając utwór Leszek Żukowski powiedział: „Coma, niech Państwo zapamiętają tę nazwę, bo będzie o nich jeszcze głośno”. I było. Absolutna fala wznosząca… świetny debiut, potem lepsze „Zaprzepaszczone siły”, i wreszcie genialna Hipertrofia. Coś kompletnie nie spotykanego w polskiej muzyce rockowej. I bardzo duży sukces artystyczny w połączeniu z komercyjnym. I szereg projektów, które wypłynęły na fali popularności Hipertrofii – koncert + DVD, symfonicznie, i płyta po angielsku. Na początku roku frontman Piotr Rogucki wydaje płytę solową – opisaną przeze mnie tu. A teraz wreszcie po 3 latach, kolejny studyjny album. Stęskniłem się za Comą. Bo choć należę do sekty, to jednak przyznać się muszę, że 3 lata bez nowych utworów, to bardzo długo. A ciekawość jeszcze większa, bo co można zrobić po genialnej płycie? Albo nagrać jeszcze lepszą, co jest bardzo trudne, albo niestety nagrać płytę słabą. I zacząć znów od początku. Niestety, w moim odczuciu, sprawdził się ten drugi scenariusz.

Czwarta studyjna płyta nie ma tytułu. Ma za to kolor bijący po oczach, czerwień. Ma 12 utworów co daje nam 55 minut muzyki… Coma? LOL. Gdzie podziały się perełki w stylu Ciszy i Ognia, trwające po 10 minut? Od jakiegoś czasu, atakowani byliśmy singlem z tej płyty, drugim kawałkiem, Na pół. Jedyne co mnożna o nim powiedzieć, to to, że oto pod szyldem Comy, mamy kontynuację solowej płyty Piotra, zresztą wniosek wyciągnięty idealnie, bo utwór do złudzenia przypomina Nie bielsko, najlepszy moim zdaniem kawałek na singla z tamtej płyty. Ale dlaczego, do diabła tym razem firmuje to cały zespół? No nic, zaczynamy, na start Białe krowy – 3:11, zaczyna się ładnym basem i jakimś delikatnym brzmieniem gitarowym w tle, ale Piotr zaczyna śpiewać i oto po raz kolejny mam wrażenie, że słucham jego drugiej solowej płyty. Jakaś melodeklamacja, przeplatana delikatnie dźwiękami które nie przypominają mi Comy. To przecież jedni z lepszych instrumentalistów w Polsce, i co się z nimi stało? Zaciskam zęby, nawet Marszałek nie wali w bębny jak zwykle. I bardzo dobry koniec – no to daruj sobie i już… mam na to naprawdę ochotę. Drugi kawałek Na pół – 2:21 (LOL) opisałem już wyżej. Bosz… jakbym czuł tu rękę Mystica, który chce na Comie jak najwięcej zarobić… nie jest źle, ale to jest LOKI! Nie Coma!!!! No dobra, szybko poszło, następny La mala educacion – 3:02. Oesu… to chyba ponad moje siły, pisać o swoim ukochanym zespole źle, to lepiej nic nie pisać… co się stało? Dlaczego? Po co? Ten kawałek da ogromny oręż wszystkim przeciwnikom talentu Piotra, nazywającym jego teksty popisem grafomaństwa, niestety, bo co innego można powiedzieć o tym: „Duszno. Trudno będzie usnąć. Z kranu za lodówką Pokapuje czas. Oddech Parzy nieprzytomnie. Krople się po torsie Toczą skośnie. Pręży Się udręka, lędźwie Atomowe, leżysz Ciepła i nienapoczęta.” A muzyka? Nijaka. Bezpłciowa. Na siłę dynamiczna, na siłę rytmiczna. Żadnej finezji, żadnego polotu. Następny, Angela – 4:01.Zaczynam mieć dość, to już nie jest nawet Loki. Nie wiem czy ja to będę w stanie dokończyć. Może trzeba po prostu spokojnie usiąść i posłuchać kilka razy i potem coś sklecić? Tylko jak ja mam tego słuchać? Mam nieodparte wrażenie, że oto zmieniają się tytuły utworów, a ja Ciągle słucham tego samego, jednostajnego muzycznego szumu. Numer 5 – Deszczowa piosenka – 3:18. Zaczyna się znowu tak samo, ale to wreszcie pierwszy kawałek, który przypomina Comę. Jest pseudoostro, jest wreszcie śpiew Roguca, jest przyjemny refren, ze zmianą rytmu, i jest wreszcie niezły tekst. Choć nadal niebezpiecznie przypomina to Lokiego, to ten utwór pierwszy raz na tej płycie wzbudza u mnie co innego niż irytację. Może po prostu tak bardzo chcę usłyszeć coś dobrego, że chwytam się brzytwy? A raczej Deszczowej piosenki? Posłuchajcie sami:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Gwiazdozbiory – 3:55, dlaczego ja słyszę Argonautów z Wizji Dźwięku? Albo Witaminki? A nie Gwiazdozbiory? To jest bez wątpienia bardzo dobra pewnie solowa płyta Roguca, czy tez Lokiego, ale to jest fatalna, okropna płyta Comy. Okropna! 0Rh+ – 7:23 – siedem minut…. wreszcie… może wróci stara dobra Coma? Gitara wreszcie brzmi, bardzo ładnie się zaczyna, Dominik nareszcie może pokazać na tej płycie, że potrafi świetnie grać na gitarze. Ale wszystko wraca do porządku, bo oto Roguc wchodzi z jakąś dziwną wokalizą, tak się zastanawiam, czy panowie testowali te utwory na jakimś koncercie, bo przecież to jest chyba najlepszy sprawdzian dla nowego materiału… eh, to jest dobry utwór. Nawet bardzo dobry, poza tym dziwnym początkiem naprawdę się rozkręca i nie chce tu popaść w jakieś mity czy stereotypy, ale naprawdę możliwości zespołu w pełnej okazałości ujrzeć można dopiero w takich długich, rozbudowanych kompozycjach. To chyba najlepszy kawałek na płycie. Choć nie jestem przekonany do warstwy tekstowej… zawsze byłem fanem tekstów Piotra, bo z całym szacunkiem dla jego przeciwników, te opowieści, które śpiewał, niosły za sobą przekaz, który w połączeniu z muzyką dawał niesamowitego kopa. A w tym utworze muzycznie jest naprawdę bardzo dobrze…tekstów jeszcze posłucham, obiecuje. Ale jeden kawałek na pół płyty, to trochę mało. No to lecimy dalej, W chorym sadzie – 5:12. Ojej… balladka się nam rozpoczyna delikatnie i cukierkowo, i Roguc jakoś ładniej śpiewa, no ładnie 🙂 „Hej, tu nie dzieje się nic dobrego” – prorok, mógł to zaśpiewać na samym początku… Ale cukierkowość właśnie znika i zaczyna się jazda… czy ja już pisałem, że brzmi to jak… Loki? Choć nie… czuć tu inspiracje… jakimś starym zespołem zaliczanym do progrocka, ale, Coma to nie Riverside! Którzy tego typu muzykę robią zdecydowanie lepiej. Broni się gitara, broni się bas, i od biedy można zaliczyć ten utwór do udanych, ale tylko przez naprawdę wielkich fanów. Woda leży pod powierzchnią – 3:19. i znowu jedyne co mógłbym napisać, zostało już napisane co najmniej 7 razy, po co się powtarzać? Pseudo utwór, pseudocomy, z pseudomuzyką i pseudośpiewem. Lecimy dalej, Rudy – 6:58 – czyżby znowu coś bardziej Comy w tym Roguckim?

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

I co? Czy można napisać coś innego o tym utworze niż to co napisałem już wiele razy wcześniej? Można. Rafał wymiata na basie. Normalnie rośnie nam polski Geddy Lee. Więcej Rafała, ja chce, więcej Dominika ja chce, więcej Marcina i więcej Adama… mniej Piotra. Mniej Piotra… nigdy nie przypuszczałem, że to kiedyś napisze… zostały nam dwa kawałki, Los cebula i krokodyle łzy – 5:13. Hmmm, trzeba było czekać całą, słabiutką płytę, żeby usłyszeć dobry utwór Comy. Wreszcie styl Comy, choć tym razem na łagodnie, bez pieprzu i chili. Ale tak, to jest wreszcie Coma, a przynajmniej próbuje nią być. Bardzo fajny utwór, będzie dobry na koncertach. Dobrze zagrany i zaśpiewany. TAK. Taką Comę chciałem słyszeć od samego początku płyty. I na koniec Jutro – 5:11. Nie, to ponad moje siły, Nic już więcej nie napiszę o tych utworach. Napiszę za to krótkie podsumowanie. Uwielbiam Comę. I uwielbiam Piotra Roguckiego. Uwielbiam również nazywanie rzeczy po imieniu. I nie cierpię wciskania kitu. A wciśnięto mi kit. Że Coma wydała nową płytę. Niestety. Nową płytę wydał Piotr. I gdyby pod takim szyldem się ona ukazała, może miałbym jakieś cieplejsze słowa. Ale ukazało się wydawnictwo Comy. I jest to wydawnictwo z żalem to piszę, nieudane. I tak, jak po wydaniu Hipertrofii nie mogłem się doczekać koncertu, zresztą potem byłem jeszcze na 7 – tak tym razem dziękuję panie Loki… poczekam. Może kolejna płyta nie będzie mi wciskać kitu. Dziś mogę jedynie wrócić do Hipertrofii. Smutne. Czerwone.

/< ! ^' "|" @