kinta.pl

 

A jednak czerwony jest dobry!

 

Jakoś ostatnio prześladuje mnie kolor czerwony, raz jest zły (Coma) a raz całkiem dobry. Bo cechą wyróżniającą tych artystek są, oprócz oczywiście ich świetnej muzyki, czerwone, czy raczej miedziane włosy, no dobra, może poza Kasią, która akurat czasem włosów w ogóle nie miała 🙂 Ale… zapraszam dziś na nowe albumy od pięknych kobiecych wokali, kontynuując cykl Kobiety jak te kwiaty.

 

 

Tori Amos – Night of Hunters

Tori, to artystka przez duże A, co świetnie pokazuje, że nawet w USA zdarzają się artyści obdarzeni wyjątkową wrażliwością, i którzy nie schlebiają gustom masowej publiczności. Nie będę się rozpisywał o jej dokonaniach, bo wierze, że po przeczytaniu tego artykułu, sami zechcecie poszperać, napiszę o jej najnowszym albumie, który jest wyjątkowy i cudownie piękny, czyli o Night of Hunters. Bo album to niezwykły. Na bardzo wielu płaszczyznach niezwykły, począwszy od koncepcji, czyli zmierzenia się z klasycznymi kompozycjami takich geniuszy jak: Chopin, Alkan, Schubert, Schumann, Bach, Granados, Debussy, Satie, Mendelssohn, i Mussorgsky. Niezwykły, bo w warstwie instrumentalnej Tori skorzystała z muzyków filharmonii berlińskiej, czy genialnego polskiego kwartetu smyczkowego Apollon Musagete Quartet, Niezwykły, bo jak to u Tori teksty jej piosenek nie są jednoznaczne ale głęboko osadzone w klimacie baśniowym, gdzie jak sama mówi całość spajają dwa tematy przewodnie. Motyw łowcy i ofiary oraz to, jak te dwie przeciwstawne postawy przenikają się wzajemnie na każdym poziomie interakcji. Oraz kobieta rozczarowana, zakleszczona w niesatysfakcjonującym, wypalającym się związku. Niezwykły, bo w kilku kompozycjach można usłyszeć jej jedenastoletnią córkę, Natashe, śpiewającą z taką pasją, że niedługo zapewne i o niej usłyszymy. Niezwykły wreszcie, dlatego, że słuchając tego albumu odbywamy podróż przez czasy i miejsca, w które być może nigdy nie mielibyśmy okazji się zapuścić. I w zasadzie to jest wszystko co o tym albumie powinno się napisać, bo reszta należy już do słuchacza, ale napiszę jeszcze dwie rzeczy, które mnie uderzyły słuchając tej płyty. Pierwsza z nich, to taka, że oto Tori na przekór oczekiwaniom, na przekór myślę nawet zdrowemu rozsądkowi, wypuściła się w rejony muzyki, które naszpikowane są zdradzieckimi mieliznami i rafami, mierząc się z dorobkiem muzyki klasycznej, zaryzykowała i wygrała, bo szczęśliwie udało się jej wypłynąć na szerokie morze i złapać wiatr w żagle. Bo choć to nie jest łatwa płyta (ale która z jej płyt jest łatwa?) i choć po kilkukrotnym przesłuchaniu słychać czasem powtarzające się aranże, czy powtórzenia, to całość jest naprawdę świetnie przemyślana i nasycona osobistymi emocjami Tori, co sprawia, że ten album z każdym kolejnym przesłuchaniem jedynie zyskuje. Druga, to taka, że w czasach, gdy wielu artystów i pseudoartystów, próbuje zmierzyć się w różny sposób z kompozycjami klasycznymi, Tori zrobiła to w taki sposób, że ma się ochotę na porównanie, na posłuchanie tych wszystkich utworów, które były dla niej inspiracją, i które sprawiły, że ta płyta powstała. Co dla mnie, człowieka rock’n’rolla, który z muzyką klasyczną nie ma zbyt wiele wspólnego, jest czymś absolutnie wyjątkowym. Choć może po prostu się starzeję? Każdy powinien posłuchać tej płyty, i wyciągnąć sam swoje wnioski, do czego naprawdę bardzo namawiam.


 

Tori Amos w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

Nosowska – 8

Kasia Nosowska przyzwyczaiła słuchaczy do tego, że każdy jej solowy album, jest po pierwsze czymś zdecydowanie innym, niż to co robi w zespole Hey, a po drugie, w każdym solowym albumie idzie pod prąd trendom, oczekiwaniom, i wyraża się artystycznie w sposób doskonały i kompletny. Ja osobiście mam też wrażenie, że każdy jej solowy album idzie o krok dalej i jest lepszy, doskonalszy, pełniejszy. Ciekawe czy przyjdzie tego granica? Nieważne, płyta 8, jest płytą świetną. Dlaczego? Bo, wszystkie jej płyty solo, są płytami wymagającymi, trudnymi w odbiorze, nad którymi należy się zastanowić, i do bólu osobistymi. Patrząc przez ten pryzmat, 8 jest płytą najbardziej osobistą, w której Kasia wyraża swoje emocje i uczucia w tak ekspresyjny sposób, że bardziej już chyba nie można. Teksty są jak zwykle poruszające i niejednoznaczne, a sposób wykonania charakterystyczny i nie do podrobienia. W muzyce dużo więcej saksofonu, i dużo, bardzo dużo inspiracji, ja tu słyszę Sigur Ros, Pink Floyd czy choćby Arcade Fire. Elementy symfoniczne, są wstawione z wyjątkowym smakiem, a całość dopełniają cudne dźwięki fortepianu. Bez wątpienia, choć to płyta trudna w odbiorze, to paradoksalnie, chyba najłatwiejsza z jej wszystkich płyt, najmniej nasycona w charakterystyczne dla Kasi abstrakcyjne porównania, a jednocześnie poetycko urocza i wyjątkowo spójna. I cytując Bartka Chacińskiego z Polityki:

„Dostajemy uzależniający zestaw piosenek (napisanych przez wokalistkę wspólnie z Marcinem Macukiem), które płynnie przechodzą jedna w drugą. Śpiewanych z jeszcze większą ekspresją niż dotychczas i z jeszcze bardziej fascynującymi tekstami, gładko przenoszącymi się z osobistych emocji na jakiś kosmologiczny poziom bez utraty lirycznego charakteru.”

Tak, od tej płyty można się uzależnić, i takie ostrzeżenie powinno się znaleźć, na skądinąd świetnej, okładce. I tak naprawdę to jest wszystko co chciałbym o tej płycie napisać, bo rozkładanie jej na czynniki pierwsze, moim zdaniem mija się z celem, każdy powinien sam w skupieniu samodzielnie zając się analizą poszczególnych utworów, i cieszyć się ich odbiorem. Na koniec powiem, że mi najbardziej podoba się utwór Kto?.


 

Kasia Nosowska w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

ceremonials

Florence and The Machine – Ceremonials

A na koniec, jeszcze cieplutka płyta Florencji Welch, która jako Florence and the Machine, zachwyciła nas swoim debiutanckim albumem Lungs z 2009 roku, który przebojem wdarł się w nasze uszy takimi kompozycjami jak Cosmic Love, czy Heavy In Your Arms nagranego na potrzeby sagi „Zmierzch”. I muszę powiedzieć, że ta płyta bardzo długo gościła w moich uszach, porywając miejscami rockowym pazurem Kiss With A Fist, miejscami tanecznymi rytmami Girl With One Eye, a miejscami mieszaniną styli Dog Days Are Over. Ale w końcu ustąpiła innym produkcjom, czekając na swoją kontynuację. I teraz, gdy ta kontynuacja nastąpiła, to sam nie wiem co mam myśleć na ten temat, bo płyta Ceremonials jest płytą inną. Czy złą? Pewnie nie, ale czy dobrą? Czy zachwyca jak pierwsza? Czy ma tę samą świeżość? Tu właśnie mam problem. 12 utworów (a w wersji deluxe jeszcze 8, w tym 3 wersje akustyczne) które są bardzo charakterystyczne i nie sposób ich pomylić z inną panią. A także w stylistyce są podobne do tego, co pani Florencja popełniła na swojej pierwszej płycie. Więc w czym problem? Nie wiem, chyba w niczym… po prostu ta płyta wymaga od słuchacza większego skupienia i większej ilości przesłuchań, bo na pierwszy rzut ucha, nic tu nie porywa, nic nas nie zaskakuje, nic nie jest oczywiste. Ale gdy posłuchamy drugi i trzeci raz, to odkryjemy na pewno piękno pierwszego na płycie Only If For A Night, odkryjemy przebojowość singlowego Shake It Out, czy innowacyjność What The Water Gave Me. Ta płyta na pewno jest inna, bardzo często mówi się, że druga płyta bywa dojrzalsza, lepsza instrumentalnie, ale tu jest jedyny przymiotnik, inna. I osobiście powiem, że odrobinę drażnią mnie chórki, których jest teraz w nadmiarze, sample, których też jest dużo więcej, ale to nie znaczy, że mi się nie podoba, to znaczy jedynie tyle, że być może jednak Florence and the Machine, to twór, którego chętnie się słucha przez jakiś czas, a potem odkłada na półkę, z zamiarem wyciągnięcia przy jakiejś domowej imprezce, żeby umilały spotkanie, schlebiając gustom naprawdę szerokiej publiczności. Bo bez wątpienia to jest atrakcyjna płyta, która mimo swojej nie popowości, potrafi świetnie dopasować się do gustów naprawdę szerokiej publiczności. I to jest bardzo duży plus tej płyty. A bez wątpienia pani Florencja obdarzona jest pięknym czystym głosem, a na dodatek posiada nogi do samego nieba, co sprawia, że męska część populacji i bez innych rzeczy z zaangażowaniem będzie śledzić tę artystkę. Do czego mimo wszystko również namawiam.


 

Florence and the Machine w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

/< ! ^' "|" @