kinta.pl

 

Industrialno – eksperymentalnie wprost z Pakistanu.

 

Ten post miał być dołożony do poprzedniego, ale ze względu na to, że poprzedni objętościowo był już spory, a także na to, że We Made God rzucił mną o glebę, napiszę o tym zespole tu i teraz, a napiszę, bo choć może to nie jest kapela, która ma szanse zostać najlepszą kapelą roku, a chyba nawet wręcz przeciwnie, to jednak myślę, że chyba warto. Przedstawiam:

 

6la8 in the land of dreams

6LA8 – In the Land of Dreams

Jesteśmy 6LA8, experymentalno – post-rockową formacją pochodzącą z Karaczi w Pakistanie. To będzie nasz 5 pełny album (wszystkie utwory będą do ściągnięcia za darmo) i mamy nadzieję, że gdy zapoznacie się z naszymi albumami to dostaniemy od Was konstruktywne uwagi, na temat naszej muzyki. Bo niestety, naprawdę bardzo ciężko jest znaleźć ludzi, którzy lubią słuchać eksperymentalnych kompozycji w Pakistanie.

Taki oto tekst możemy znaleźć na oficjalnej stronie zespołu 6LA8. A zespół to niezwykły, bo po pierwsze, pochodzi z Pakistanu, bo drugie tworzy muzykę tak niszową, że nawet gdyby pochodzili z Kalifornii i tak niewiele osób miałoby o nim pojęcie, a po trzecie, zespół to niezwykle płodny, bo od momentu zawiązania się formacji, czyli od roku 2010 nagrali 5 pełnych długogrających (w pełnym i dokładnym tego słowa znaczeniu) płyt! Pozazdrościć 😉 I jeśli ktoś chce powiedzieć – ilość nie idzie w parze z jakością, to już odpowiadam – w tym wypadku to się nie sprawdza. Mam wrażenie, że panowie są po prostu wypełnieni muzyką i wreszcie znaleźli ujście dla niej. Choć dodać muszę, że muzyką trudną, nie zawsze spełniającą nasze oczekiwania, czasem wręcz nużącą, ale jednak ciągle dobrą. Jest to połączenie rockowych, gitarowych klimatów, z nurtem industrial i elementami delikatnego ambientu. Znajdziemy tu bardzo dobre charakterystyczne riffy gitarowe, ale też i masę sampli, odgłosów otaczającego nas świata i tego typu rzeczy. In the Land of Dreams to ostatni, świeżutki albumik zespołu, na którym zmieściło się ponad 1,5 godziny muzyki. Oddajmy znów głos muzykom:

Większość naszych albumów nie ma jasnych i nadrzędnych motywów czy tematów przewodnich. Inaczej jest z najnowszym albumem, i mamy nadzieję, że spodoba się on nieco bardziej, ze względu na mocniej widoczną koncepcję. Istnieją pewne zdarzenia w życiu, które mają na nas ogromny wpływ. Potrafią nawet czasem zniszczyć nas, a my nagle zdajemy sobie sprawę, że coś, co wydawało się tak kompletnie nie istotne może mieć katastrofalne następstwa. Wtedy podświadomie chcemy od tego uciec, zając się czymś innym, co ma pomóc nam stanąć na nogi, skupić się na innych rzeczach w życiu, być może na hobby, takim jak czytanie, pisanie, tworzenie muzyki, czy aktywnym uczestnictwie w życiu towarzyskim. Lub, jeśli robi się naprawdę źle, staramy się uciec w modlitwę. "In the Land of Dreams" podejmuje próbę pokazania, że te wszystkie zajęcia to jedynie fałszywe pocieszenia, wcale nam nie pomagają, ale powodują jedynie odejście od prawdziwego życia i nie pozwalają nam na prawdziwe radzenie sobie z problemami. Że należy sobie zadać pytanie "Co ja do cholery robię?", przecież czas ucieka i trzeba zrobić coś pożytecznego, zamiast tkwić jedynie w poczuciu bezradności i bezwartościowości.

No po takim opisie płyty, prawdę powiedziawszy mi nie zostaje już nić do dodania. To prawie dwugodzinny album, w którym muzyka, niełatwa, ale poruszająca ma za zadanie skłonić nas do refleksji. Przeplatana wieloma monologami, czy dialogami utrzymanymi w koncepcji dialogów filmowych, z miejscami mocnym uderzeniem, a miejscami ledwie zauważalnymi samplami i z naprawdę świetnymi gitarami. Muzyka, która w swej formule ma zabrać nas w podróż do zakamarków własnego umysłu, ma oderwać nas od rzeczywistości i skłonić do refleksji. Nie jest to muzyka, którą chętnie włączy się w zimowe wieczory, czy posłucha przy kominku, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że chcemy jej posłuchać. Bardzo rozbudowane kompozycje, składające się w jedną całość po posłuchaniu, czasem drażniące wręcz ucho swoją powtarzalnością, ale mimo wszystko zapadające w pamięć.


 

Myślę, że każdy powinien sam spróbować tego posłuchać i ocenić, czy ta forma do niego przemawia, czy wręcz przeciwnie. I na pewno album In Land of Dream jest do tego najlepszy. Bo wcześniejsze dokonania zespołu, a jeszcze raz przypomnę, zespół nagrał od sierpnia 2010 roku aż pięć płyt – każda z nich zawiera około 1,5 godziny muzyki, a ich pierwszy album zatytułowany In Wake of a Dying Nation to jest 3-płytowe wydawnictwo, są jeszcze bardziej dziwaczne w formie, jeszcze mocniej eksperymentalne i jeszcze bardziej czasami niezrozumiałe, dla zwykłego słuchacza. Oczywiście wszystkie płyty zespołu są do pobrania legalnie za darmo, na stronach opisanych poniżej a także w tym miejscu. Zapraszam do zapoznania się z tym dziwnym zespołem i wyrobienia sobie samodzielnej opinii na ich temat.

In Wake of a Dying Nation disc 1 In Wake of a Dying Nation disc 2 In Wake of a Dying Nation disc 3
The Moderate Picture This Is Not A Conceptual Album The Drone Collective

6LA8 w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ bandcamp ]

 

/< ! ^' "|" @