nao

NAO – North Atlantic Oscillation

Z zespołem NAO mogliście się zapoznać przy okazji poprzedniego wpisu, a dziś niespodzianka. Udało mi się namówić dwójkę muzyków z zespołu na krótki wywiad, który właśnie Wam niniejszym prezentuję. Zespół reprezentują: Wojtek Śmierzyński i Łukasz "Paster" Pasternak. Zapraszam.  

 

kinta: Witam NAO, przedstawicie się?

Wojtek: Tak. Cześć, jesteśmy NAO!

kinta: yyy 🙂 Taaaaak, od czego tu zacząć, żeby było inteligentnie i nie banalnie? hmm, jak się macie? 🙂

Paster: Świetnie!

kinta: Ok. Pożartowalismy, teraz powaga. NAO… co znaczy ten skrót? Nieinwazyjna Analiza Osobowości?

Wojtek: Nie. NAO u nas nie ma żadnego rozwinięcia. Nazwa wzięła się z pracy magisterskiej naszego perkusisty Grześka, który pisał o oscylacji północnoatlantyckiej czyli własnie NAO. Spodobało nam się brzmienie tego skrótu i tak już zostało. Nieinwazyjną Analizę Osobowości wymyślił Artur Orzech z Trójki.

kinta: Krótka notka na Wasz temat, pojawiła się u mnie na blogu, przy okazji Waszego konceru w Rzeszowie, więc porozmawiajmy o muzyce… Deprywacja Sensoryczna… WTF?

Paster: Deprywacja sensoryczna to stan, w którym człowiek odcięty jest jakichkolwiek bodźców. Znajduje się otoczeniu neutralnych kolorów, nie czuje żadnego zapachu, nie słyszy żadnych dźwięków, temperatura nie jest ani za wysoka ani za niska. Badania dowodzą, że człowiek nie jest w stanie  wytrzymać długo w takim otoczeniu i mózg sam zaczyna wymyślać sobie bodźce. Myślę, że jest to materiał na całkiem ciekawy program popularno-naukowy.

kinta: Jakbym Lema – Opowieści O Pilocie Pirxie czytał 🙂 Czy wszystkie kapele post-rockowe muszą nazywać się Explosion in the Sky :))) i mieć tytuły płyty takie jak Deprywacja Sensoryczna? 🙂 Skąd to się bierze?

Wojtek: Tak, wszystkie kapele post-rockowe muszą się tak nazywać, a tytuły ich piosenek muszą być tak długie, żeby nie mieściły się na okładkach płyt.  Inaczej fani gatunku nie wiedzieliby czy dana kapela jest fajna czy nie. Skąd to się bierze? Myślę, że z potrzeby podkreślenia jak bardzo poetycką muzykę się gra, bo samotne drzewo na okładce nie wystarcza. 🙂 A tak na serio, to my nie gramy post-rocka i wcale nie uważamy, że "Deprywacja sensoryczna" jest jakimś post-rockowym tytułem. W ogole nie wiem skąd wziął się pomysł, że gramy w takim gatunku? Chyba przez to, że zagraliśmy sporo koncertów własnie z post-rockowymi bandami. Wiesz, mamy wokal, mamy sporo "załamań" w numerach, śpiewamy po polsku. Myślę, że gramy coś innego.

kinta: Macie za sobą morderczą trasę koncertową, w trakcie której, myślę że śmiało można to poczytać za sukces, mieliście występy przed Kwoon, Doreną i cała trasa z Tides From Nebula… Jak przyjmują Was ludzie?

Paster: Jeżeli chodzi o ocenę trasy to mamy nieco ułatwione zadanie, gdyż mamy punkt odniesienia. W zeszłym roku graliśmy trasę w podobnym terminie, również z TFN. W tym roku odbiór był zdecydowanie lepszy. Po każdym koncercie słyszeliśmy wiele miłych słów. Jest to zasługa różnych  czynników. Niektóre numery przearanżowaliśmy, a drugiego gitarzystę zastąpił komputer. Najważniejsze jednak było to, że tym razem mieliśmy ze sobą gotowa płytę, więc po koncercie ludzie mogli zabrać NAO do domu.

kinta: Wasza płyta nie jest chyba rozpoznawalna, zabrakło na niej do promocji jakiego radia, nie chcieliście? Czy Was nikt nie chciał?

Wojtek: Moim zdaniem płyta jest całkiem rozpoznawalna w naszych kręgach, sprzedaż idzie znakomicie. Jeśli gwiazdy polskie istniejące od lat na rynku sprzedają po 2000 albumów, to my sprzedając 1/6 tego od lipca nie jesteśmy chyba tacy ciency, nie? Promocji radia nie zabrakło, patronuje nam przecież Antyradio. Chciało nas sporo stacji radiowych, ale wybraliśmy własnie tę stację z racji na jej profil i unikatowy charakter.

kinta: Patrząc choćby na Grabka, czy Letters From Silence – znaczek radiowej trójki bez wątpienia im pomógł, a biorąc pod uwagę to, że w tym radiu pracują ciągle ludzie wrażliwi na dobrą muzykę, może warto by tam uderzyć?

Paster: Kto to jest Grabek? 😀

kinta: Hahaha. Dobrze, zostawmy to, coś na temat inspiracji? Jak tworzycie?

Wojtek: Materiał, który można usłyszeć na "Deprywacji sensorycznej" w całości powstawał w wyniku imrowizacji. To podsumowanie  pięcioletniego istnienia zespołu. Jest wypadkową gustów muzycznych pięciu osób, które w tamtym okresie tworzyły materiał. W tamtym okresie każde z nas słuchało czegoś innego i inspirowało się innymi rzeczami. Rozpiętość muzyczna była od Tori Amos i Sigur Ros po Antigame i Psyopus. W obecnym składzie jesteśmy bardziej "dogadani" muzycznie i staramy się tworzyć bardziej "rzemieślniczo". Więcej myślimy i staramy się osiągnąć zamierzony efekt, niż improwizować i być zaskoczonym, że coś fajnego wyszło. Do tego więcej komponujemy a mniej gramy – jest po prostu dojrzalej.

kinta: A pomysł na wokal Edyty? Przyznam się Wam do czegoś… oglądałem Was przed Kwoon, niestety nie na żywo ale online i … nie zachwyciło mnie… dopiero jak usłyszałem Was w Rzeszowie, krótkie spięcie i mieliście mnie całego, i głównie za sprawą wokalu Edyty… Dlaczego to się tak bardzo różni miedzy tym co na płycie a tym co na koncercie?

Paster: Na tym polega właśnie piękno koncertów. Pomyśl, czy chodziłbyś na koncerty gdybyś wiedział, że usłyszysz idealną kopię materiału z płyty? Na  koncertach wykorzystujemy loopy. Niektóre z nich to partie napisane specjalnie na tę trasę – nie są to ścieżki wyjęte z płyty. Naturalnie więc te kawałki  będą brzmiały inaczej. Na żywo jest też inna energia. Staramy się nie tylko odtworzyć materiał z płyty, ale też przekazać pewne emocje. W każdy kawałek wkładamy 100% serca i zdrowia.

kinta: Czego słuchacie w wolnych chwilach?

Wojtek: Dalej słuchamy bardzo różnych rzeczy, bo wychowaliśmy się w zupełnie innych środowiskach muzycznych. Edyta, oprocz klasyków w stylu Faith No More, Tori Amos i Bjork, słucha bardzo dziwnej według mnie muzyki, eksperymentalnej: Liro Rantala Trio, Orange the Juice i podobnych wykrętów.  Greg słucha bardzo klimatycznych i, jak ja to nazywam, atmosferycznych rzeczy: Oceansize, Indukti, Proghma-C, chociaż potrafi mu się też spodobać dobry djent do momentu pojawienia się wokali. Paster idzie w strone elektroniki, czyli Enter Shikari, Pendulum, The Qemists, Cloudkicker. Ja z kolei lubie ciężkie i brutalne granie, Psyopus, Born of Osiris, Antigama, choć ostatnio odkrywam uroki dubstepu. Jednak zawsze spotykamy się muzycznie w środku, bo słuchamy praktycznie wszystkiego.

kinta: I słychać to na Waszej płycie? Dla mnie, abstrahując od urzekającego głosu Edyty, Waszą mocną stroną jest sekcja rytmiczna… Mam olbrzymi  niedosyt słuchając tego typu muzyki, że perkusja i bas schodzi w niej trochę na dalszy plan, a u Was wręcz przeciwnie,  świetnie się to komponuje i  dodaje olbrzymiej głębi, to Wasz pomysł na to? Czy tylko moje złudzenie?

Paster: Wydaje mi się, że wyrazista sekcja rytmiczna jest niezbędna w zespołach, w których jest tylko jedna gitara. W studiu można pościemniać,  ponakładać 10 ścieżek gitary, ale na żywo takie rzeczy wychodzą. Wierzę, że taki styl grania sekcji bardzo odciąża gitarzystę, dając mu więcej swobody. Co więcej, świetnie sprawdza się na żywo.

kinta: Wróćmy jeszcze na moment do trasy, Kwoon, Dorena, Tides From Nebula – to są gwiazdy… Czy to, że graliście przed nimi coś Wam dało?

Paster: Dało nam przede wszystkim możliwość pokazania się przed większą publicznością. Zwłaszcza koncerty z TFN okazały się pod tym względem  sporym sukcesem. Np. w Sopocie mogliśmy grać dla pełnej sali, której nie wypełnilibyśmy jeszcze jako headliner.

kinta: Rozmawiałem przez chwilę z Pasterem po koncercie w Rzeszowie o muzykach Kwoon, którzy okazali się przesympatyczni, usłyszałem fajną anegdotkę, podzielicie się? O specjalnej dedykacji…

Wojtek: Niestety na tym koncercie zabrakło dziewczyny Pastera, która bardzo lubi Kwoon. Paster poprosił chłopaków o dedykacje dla niej, a ci zaśpiewali na szybko piosenke, a Paster wszystko uwiecznił na kamerze. Legenda głosi, że podczas oglądania dziewczyna płakała ze wzruszenia. 🙂

kinta: Żeby nie przedłużać niepotrzebnie, co dalej drogie NAO, jakie plany? Nowa płyta? Czy powtórka równie morderczej trasy na wiosnę?

Paster: W tej chwili odpoczywamy po trasie, lecz od początku przyszłego roku bierzemy się znów do pracy. Zamierzamy pisać materiał na nową płytę. Nie planujemy powtórki trasy na wiosnę, za to chcemy położyć większy nacisk (większy niż w zeszłym roku) na letnie festiwale. Na jesień chcielibyśmy  pojechać w trasę już z nowym materiałem.

kinta: Zahaczycie o Przemyśl?

Wojtek: Nie słyszałem o tym mieście, jak znajdziemy na mapie to postaramy sie tam trafić. 🙂 Oczywiście chcielibyśmy zagrać koncert w każdym mieście, ale realia są takie, że w trasie 15-17 koncertów to już maksimum.

kinta: A jakie macie marzenia? Cele?

Paster: Obecnie wszystkie nasze myśli krążą wokół nowego materiału. Szukamy nowych brzmień i pomysłów. Marzy mi się nagranie płyty zupełnie niepodobnej do "Deprywacji Sensorycznej", która w dalszym ciągu będzie oddawała ducha NAO. I chyba to jest nasz cel.

kinta: NAO po godzinach? Macie czas na prywatne życie? Hobby, rodziny…?

Wojtek: No oczywiście, przecież z muzyki w tym kraju nie da się żyć, szczególnie na tym etapie na którym my jesteśmy teraz. Każde z nas chodzi do pracy na etat. Mamy rodziny, chodzimy na imprezy, sklejamy modele, malujemy pastelami, wpinamy się po budynkach, zbieramy rzadkie okazy stawonogów – wszystko to co robi każdy człowiek w wolnym czasie. 🙂

kinta: Dobrze, na koniec, czego Wam życzyć?

Paster: Wesołych Świąt? 🙂

kinta: No to Wesołych Świąt i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz, może znów gdzieś w pobliżu Przemyśla? Dziękuję za rozmowę

 

.   deprywacja sensoryczna

Deprywacją Sensoryczna

Przyznam szczerze, że nie znałbym tej płyty, gdyby nie rzeszowski koncert, bo mimo tego, że usłyszałem NAO również w wersji koncertowej wcześniej, jakoś specjalnie nie zwróciło mojej uwagi, może zbyt byłem podniecony występem gwiazdy wieczoru, zespołu Kwoon? Nie wiem, ale wiem za to, że na rzeszowskim koncercie coś nagle zaiskrzyło i musiałem nabyć drogą zakupu ich płytę, żeby sprawdzić, czy iskrzenie nadal będzie, już w zaciszu domowym. „Deprywacja Sensoryczna” to 8 rozbudowanych utworów, w których na pierwszy plan wybija się śliczny głos Edyty Glińskiej. I choć zespół daleki jest od określania ich muzyki jako post-rock, to ja mimo wszystko będę się upierał, że to post-rock w najczystszej postaci. Rozbudowane utwory, w których nie znajdziemy dźwięków nieprzemyślanych, może delikatnie wydają się zbyt „studyjne”, może zbyt mało w nich energii, ale to tylko złudzenie. Każdy utwór ma w sobie dużo ekspresji, choć nieco innej niż koncertowa, a świetnie brzmiąca sekcja rytmiczna dodaje tym utworom niesamowitej głębi i jest bardzo charakterystyczna. Świetny warsztat i cudowny, uroczy głos Edyty, który z niebanalnymi tekstami tworzy naprawdę mieszankę, która świetnie wchodzi w ucho i zostaje w głowie na bardzo długo. I choć osobiście bardziej podobają mi się wersje koncertowe, to z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że NAO to naprawdę świetny kawałek post-rockowego grania i na pewno jeden z lepszych, polskich zespołów na tej scenie. A dwa utwory, „Nieustanny Proces Zmniejszania Się” i „Da” to prawdziwe perełki, zwłaszcza ten drugi, bardzo rozbudowany utwór, który jak film, wciąga nas w swoją fabułę i zaskakuje zwrotami akcji i świetnym zakończeniem. Uwielbiam takie utwory i NAO jest tu naprawdę świetne! Więc generalnie bardzo polecam tę płytę, choć jeszcze bardziej polecam wybranie się na ich koncert, bo wtedy dopiero dostaniecie te emocje i to iskrzenie, które dopadło mnie.

 

/< ! ^' "|" @  

 

NAO w sieci: [ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ my space ] | [ last.fm ]