grabek

Czyli reminiscencji 2011 ciąg dalszy.

Podczas jednego z internetowych flejmów, w jakim akurat brałem udział, ktoś zapytał mnie czego ja oczekuję od organizatorów koncertów w Przemyślu, gwiazd? I w sumie zdałem sobie sprawę z tego, że tak, oczekuję gwiazd. Ale niekoniecznie tych z zetki, czy rmf, niekoniecznie sław. Bo przecież można być gwiazdą, a niekoniecznie być sławnym… Choć to może dość pokrętna logika jednak. W każdym razie mam kilka typów, a jednym z nich jest Grabek. Udało mi się wspomnieć o Grabku przed jego koncertem w Rzeszowie, ale czas i to niedopatrzenie nadrobić.

 

grabek 8

Grabek "8"

Wojtek Grabek, to jeden z tych artystów, o którym nie napisałem jakoś w minionym roku wiele, ponieważ wydał płytę tak genialną, że kompletnie jakoś nie zwróciłem uwagi na to, że to artysta nowy, świeży i warto go opisać. Tak jakby był zawsze ze mną. I choć niedługo wyda swoją kolejną płytę, ja powrócę na moment do jego debiutu, bo to jedna z nielicznych płyt, która gości w moich uszach już prawie od roku i ciągle mi się nie znudziła. Bo to naprawdę wspaniała płyta. O samym Wojtku możecie poczytać choćby tutaj, polecam, a ja skupię się na muzyce.

"8" jest pierwszą pełnoprawną płytą, choć artysta wcześniej wydał EP “mono3some” i znalazło się na niej 11 utworów, w tym 2 znanych z EPki właśnie. I ma charakter mocno koncepcyjny. Urzekające skrzypce, w połączeniu z elektronicznymi bitami oraz wokalizą, która czasem jest melodeklamacją a czasem normalnym śpiewem, tworzy z tego albumu rzecz absolutnie wymykającą się jakiemuś zaszufladkowaniu. Od samego początku, od utworu Matters Not wiemy już, że będzie to obcowanie z napięciem kilku tysięcy woltów i nie skończy się jedynie na gęsiej skórce. Bo od samego początku Grabek serwuje nam konglomerat tego wszystkiego co znajdziemy w dalszej części płyty. Budzące niepokój bity, urzekające wokalizy i skrzypce i co najważniejsze świetną melodię, która zapada w pamięć i na długo nie chce się odczepić. Brawurowe otwarcie. Kolejny So Vulgar, choć z pozoru podobny, to jednak dużo bardziej stonowany utwór, w którym jeszcze mocniej budowany jest efekt napięcia i dość mrocznego klimatu. Zachwycająca wokaliza, troszkę mniej skrzypiec, brakuje tylko scenerii z jakiegoś horroru, ale ta cała straszna otoczka kończy wraz z pierwszym dźwiękiem skrzypiec, które ‘docieplają” surowe i lekko straszne brzmienie. I bardzo płynnie przechodzi w Wake Up, które jest duńską wersją modlitwy Ojcze Nasz. Recytowane głosem który w iście szatański sposób wybrzmiewa na tle otaczających go dźwięków, które w zdecydowany z kolei sposób budzą skojarzenia z dalekim wschodem. Samo dobro. Następne w kolejności Difference Except, w którym na wokalu możemy usłyszeć Dagmarę Gregorowicz z DagaDana, to już popis transu, wywołanego urzekającym duetem na wokalu i niesamowitej melodii, melodii nienachlanej, a nawet praktycznie niesłyszalnej, ale pozostającej gdzieś w tle i w przerwach pomiędzy ich wokalnym popisem. Ten utwór do samego końca się rozpędza, a jednocześnie dzięki powtarzalnym i melodyjnym bitom wywołuje poczucie grozy i naprawdę może wywołać niezłe ciarki i gęsią skórkę. Ale trans jest kontynuowany w następnym utworze, Slowly You, bo o nim mowa, to najbardziej… hmmm taneczny utwór na płycie i chyba najmniej przerażający. Najmniej w nim też skrzypiec, jest za to piękne pianino i świetne tempo.


 

Traces Awake to z kolei utwór który hipnotyzuje swoim stałym rytmem i cudownymi skrzypcami, które brzmią jak płaczący człowiek, przejmująco, dogłębnie, fascynująco i smutno. I te świerszcze w końcówce… You Care to kolejny transowy utwór, nasycony psychodelią, w którym wokal Grabka jest maksymalnie zsyntezowany, co powoduje dziwne skojarzenia i nadaje bardzo futurystyczny kształt. To chyba też jeden z nielicznych kawałków na tej płycie dający nam wytchnienie od mrocznego napięcia. Pure Act zaczyna się recytacją, ale już nie tak szatańską jak w Wake Up, bardziej szyderczą i zabawną, a bity wkomponowują się tę recytację w taki sposób, że nawet gdy z głośników nie dobiega głos Grabka, to bity kontynuują to co on zaczął. I te dźwięki rodem z Microsoft Windows 🙂 A na deser mój faworyt, 101010, cudowny prześliczny utwór, skrzypce, które nadają rytm i klimat, jak już się przyzwyczailiśmy na tej płycie dość mroczny, wokal Grabka jakby wieszczący przepowiednie o zagładzie i wszystko to przechodzące w jeden wielki z pozoru chaos. Majstersztyk i mój ulubiony kawałek. A na koniec, dwa przearanżowane utwory z EPki A Soul Around [Year 8] i Indian Summer [Year 8] i ten ostatni utwór zwłaszcza to kolejny pokaz jak należy kończyć tak emocjonalne płyty, bo jako końcówka wypada przednie, troszkę nam wycisza emocje, troszkę uspokaja, troszkę podnosi na duchu a jednocześnie pozostawia taki wielki niedosyt, ze jak to, to już koniec? Ja chce jeszcze… i tak właśnie ta płyta zapętla się i nie chce się odpętlić. Można jej słuchać na okrągło, w pociągu, samochodzie, w pracy, wieczorem w domu i na imprezie. I choć niedługo pewnie wyjdzie kolejna płyta, na którą już sobie ostrzę zęby, zwłaszcza po premierowym singlu, to 8 jest jedną z nielicznych płyt, do których będę powracał często, a kto wie, może nigdy jej nawet nie odstawie? A wszystkim, którzy powiedzą stary, ale gdzie w tym rock’n’roll, odpowiadam – to jest rock w najczystszej postaci, tylko trochę alternatywny :). I to jest gwiazda, którą pragnąłbym zobaczyć na koncercie w Przemyślu. Na fejsowej stronie Grabka znajdziecie wydarzenie, dzięki któremu możecie stać się posiadaczami legalnej, darmowej wersji płyty w postaci mp3, ja jednak polecam udanie się do sklepu i kupno jej w tradycyjnej formie, nie pomylcie jej tylko z Kasią Nosowską 🙂

/< ! ^' "|" @


 

Grabek w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ] | [ bandcamp ]