2012

Nowy rok muzycznie czas zacząć.

Ale 2011 ciągle mnie atakuje wspaniałą muzyką, więc i jego ciągle nie zabraknie. Jednakowoż, należy powolutku zacząć wspominać o nowych płytach, bo styczeń w połowie, i muzyki przybywa. Wiec kolejny odcinek cyklu Listen to my music, czyli wędrówek muzycznych po miejscach nieoczywistych przed Wami.

 

aethyr nihil grail

Aethyr „Nihil Grail EP”

Na początek jednak wracamy do końca roku 2011, a konkretnie do grudnia, bo w tym miesiącu ukazała się EPka zespołu Aethyr. A cóż to takiego? Otóż o zespole Aethyr w sumie niewiele wiadomo. Tworzy go duet tajemniczo brzmiących Mr.D i Mr.W o których wiadomo tylko tyle, że to pseudonimy znanych profesjonalnych artystów, którzy żyją i pracują gdzieś pomiędzy Rosją a Europą Zachodnią. Jednym z nich jest utalentowanym muzykiem, który gra w różnych zespołach muzycznych a drugi jest uznanym projektantem graficznym i wizualnym. Łał 🙂 sami siebie opisują jako "heavy-dron ritual" a przedstawili się światu w 2009 roku Mass EP dostępny wydanym przez rosyjski RAIG czyli wytwórnię "Rosyjskiego Stowarzyszenia Niezależnych Gatunków". Ich muzyka to heavy-buczenie przesterowanych gitar, chrapliwe brzmienie syntezatorów, zaprogramowana metalowo perkusja i masę innych hałaśliwych efektów dźwiękowych. A ambicją jest tworzenie muzyki w krainie black metalu, doom, dark ambientu i industrial. Co u mnie robi taka muzyka zapytacie? Ano, nie jestem fanem aż tak mocnego grania z reguły, ale Aethyr ujął mnie, gdyż mimo, że to bardzo mocna muzyka, to jednocześnie bardzo klimatyczna, bardzo pobudzająca wyobraźnię, leciutko moim zdaniem kojarząca się z Summoning, czyli z kultowymi dziełami J. R. R. Tolkiena, wydanymi w formie „ciężko” muzycznej. Oczywiście w Aethyr nie ma mowy o Tolkienie, raczej bliżej im wizerunkowo do Nergala, ale sam klimat muzyki, kreuje w głowie różne dziwne fantastyczne wizje, które bardzo dobrze współgrają z otaczającymi nas dźwiękami. Nihil Grail, to tylko dwa rozbudowane utwory, przedsmak, czekającej na wydanie w roku obecnym pełnej płyty, ale utwory które w sposób perfekcyjny wciągają nas w krainę apokaliptycznych objawień przyszłości, czasów ciemności i zimna. Wyraźne melodie, trudne w strukturze zniekształcenia i dźwięki syntezatorów, ołowiana gitara basowa i włos jeżący na głowie gitarowy szał oraz przepełniony bólem krzyczący wokal w kulminacji pierwszego utworu – tak w dużym skrócie opisałbym tę płytę. Z niecierpliwością oczekuję ich pełnej płyty, smakując jednocześnie ich wcześniejsze dokonania, które artyści udostępnili oczywiście za darmo, chwała im za to. I bardzo mocno polecam ten zespół wszystkim, którzy lubią trochę mroczniejsze i ostrzejsze granie.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Aethyr w sieci:
[ bandcamp ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

lethian dreams season of raven words

Lethian Dreams „Season of Raven Words”

Rok 2012 muzycznie przywitam zespołem Lethian Dreams, który usłyszałem dzięki audycji Mikrokosmos, a który od razu wbił się w moje uszy i serce. Lethian Dreams to francuski projekt istniejący już od 2002 roku i obracający się muzycznie w okolicach bardzo klimatycznego doom metalu. Heh, ale mi dziś mocny wpis wychodzi, aż sam się dziwie 🙂 Zespół ma na koncie dwie pełne płyty i parę promocyjnych EPek, a właśnie światło dzienne ujrzała trzecia w kolejności płyta Season of Raven Words. Ich karierę i dokonania bez problemu znajdziecie w Internecie więc skupmy się na muzyce. Słuchając tego albumu, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to bardzo nie francusko brzmiąca muzyka, nie wiem, czy powoduje to stereotyp muzyki francuskiej, która bardziej kojarzy nam się z dokonaniami Edith Piaf, niż Kwoon, a może też po części dlatego, że tego typu muzyka bardziej kojarzy mi się z dokonaniami The Gathering i od razu gdzieś w mojej głowie się szufladkuje jako zespół z innego kraju. Ale muzyka to piękna i bardzo klimatyczna, 8 rozbudowanych utworów, utrzymanych w konwencji ni to metal ni to gothic, ze świetnym otwarciem w postaci Dawn, gdzie spośród gitarowej ściany dźwięków urzekająco brzmi wokal. Cała płyta zresztą to otchłań ciszy, dźwięków i piękna, zwiewny całun utkany z melancholii. Podróż przez świat emocji i snów, gdzie dźwięki niczym krople rosy opadają na zwiędłe kwiaty które symbolizują najbardziej bolesne chwile życia… I tylko pełen zaangażowania, pasji i ciepła głos wokalistki jest w stanie nieco rozjaśnić ten smutny obraz. Przesadzam? Być może, ale faktem jest, że płyta porusza całą ukrytą w nas wrażliwość i wydobywa na światło dzienne wszelkie niespełnione marzenia i nadzieje, w poszukiwaniu których wędrujemy wraz z zespołem po kolejnych utworach. Zapierające dech w piersiach Wandering, czy stonowane i bardziej melancholijne See. Mocne w formie Raven. A na deser kulminacja w postaci Roads. Może trochę to wszystko zbyt do siebie podobne, może trochę nużące, ale na pewno bardzo emocjonalne i bardzo poruszające. I na pewno trzeba sięgnąć w głąb swojego serca i tych dźwięków, aby zrozumieć, że jest to doskonała płyta. I z przyjemnością zaznajomię się z ich wcześniejszymi dokonaniami.


 

Lethian Dreams w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

jet plane all the static stars

Jet Plane „All The Static Stars”

Wracamy zarówno do 2011 roku jak i do bardziej stonowanych muzycznie zespołów. Przed Państwem Jet Plane. Co można o nich napisać? Niewiele, tworzący w Briańsku, na południowy – zachód od Moskwy zespół składa się z czterech muzyków, Maxa [gitara], Serga [gitara], Dimy [perkusja] i Kostii [bass]. I to by było na tyle, z ich profilu na facebooku można wyczytać, że podchodzą do komponowania w sposób skupiony, inspirują się w sugestywnych dźwiękach i wspierają się melancholią fortepianu i mówionego słowa. Industrialne zaś tony dodają świeżości i obrazują jakoby świeży deszcz w przemysłowym mieście… Heh, niewiele, ale posłuchajmy ich płyty, która zawiera 8 utworów, utrzymanych w konwencji melancholijnego, instrumentalnego post-rocka. Sporo gitarowego grania i dużo efektów elektronicznych dają nam efekt ukojenia i jak to zwykle z taką muzyką bywa, zabierają nas w różnorakie wędrówki po zakamarkach własnego umysłu oraz dają inspiracje do popuszczenia wodzy fantazji. Na uwagę zasługuję bardzo dobre brzmienie instrumentów, i sprawność techniczna instrumentalistów. No i wyraźnie słychać tu również wpływ takich zespołów jak Mogwai, Jeniferever czy Explosions In The Sky. Całość natomiast można odebrać na zasadzie koncept albumu, gdzie jeden kawałek wynika bezpośrednio z poprzedniego. I absolutnie genialne zmiany tempa i rytmu, powodują, że płyta nie jest monotonna i nużąca. Kolejna świetna propozycja na długie zimowe wieczory, przy której na pewno świetnie odpoczniemy.


 

Jet Plane w sieci:
[ bandcamp ] | [ facebook ] | [ you tube ] | [ my space ]

 

To na razie tyle, choć materiału mam jeszcze bardzo dużo. Jest mi bardzo miło, że moje recenzje zostały zamieszczone na oficjalnej stronie Lee-Leet. A dwie kapele zamieszczone na moim blogu miały swoją polską premierę na antenie Radia Mazowsze, w nowej audycji Jacka Tomczyka o roboczym tytule „3 godziny w trumnie”, na którą to audycję zapraszam bardzo serdecznie na fale eteru w okolicach Grójca, Piasecznie oraz Pruszkowie na 106.4 FM, a także za pośrednictwem Internetu, pod adresem http://stream3.nadaje.com:8060/listen.pls w każdy piątek między 19 a 22.

/< ! ^' "|" @