benoit pioulardBez wstępu, bez niepotrzebnych zdań. I nic o ACTA! Tylko muzyka…

 

 

benoit honore pioulard plays thelmaBenoit Honore Pioulard „Plays Thelma”

Jak tylko usłyszałem pierwsze dźwięki płyty „Plays Thelma” od razu wiedziałem, że jest to coś o czym będę musiał napisać, bo to tak urokliwe dźwięki, obok których nie sposób przejść obojętnie. Benoit Pioulard to projekt pochodzącego z Oregonu wokalisty i multiinstrumentalisty Thomasa Meluch. Ten artysta, potrafiący wydobywać dźwięki z gitary, perkusji, cymbałów, nie stroniący od elektroniki i sampli tworzy swoją muzyką już od 2005 roku. Ciężko określić tę muzykę, bo to często całkiem proste i melodyjne utwory, które jednocześnie są bardzo marzycielskie i zamglone oraz pełne często dość eksperymentalnych dźwięków. Plays Thelma to płyta, którą można opisać jako miejsce, gdzie mgła unosząca się nad jeziorem przechodzi płynnie w jezioro, w którym wklęsłe lustro wody a także ciepły wiatr czy ptasie trele pozwalają odpocząć na jego brzegu, pod wierzbą, a myśli będą się błąkać po łące. Straszne mi wyszło to zdanie, ale nie wiem naprawdę jak najlepiej oddać uczucia, które towarzyszą słuchaniu tej płyty, bo nie jest to zestaw piosenek, tylko przybierający malowniczą formę zestaw dźwięków uzyskanych za pomocą gitary, klawiszy, czy wiolonczeli, z takimi smaczkami jak pozytywka, całość zaś jest jakby nagrana wraz z dźwiękami otoczenia, które bardzo kojarzą się z jeziorem. I nie jest to żaden romantyczny pean ale raczej przywołanie wspomnień na temat miejsc, w których Pioulard przebywał a w szczególności spowite mgłą jezioro, ciepły wiatr, łąki i wierzby. To wspomnienie przetłumaczone na dwadzieścia trzy minuty muzyki mającej zarówno uspokoić (A Land Which Has No End) i zaniepokoić (Calder). A na koniec ukołysać w kosmicznej imaginacji (Autochoral). Pamiętacie magiczną płytę Julianny Barwick? To jest takie właśnie męskie wydanie tej artystki, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Niesamowite jak wiele można znaleźć w instrumentalnej nastrojowej muzyce, i jak wiele można o niej opowiedzieć, „gdy przymknąwszy oczy spojrzeć w siebie”.


 

Benoit Pioulard w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ bandcamp ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

my brother the wind i wash my soul in the stream of infinity

My Brother The Wind „I Wash My Soul In The Stream Of Infinity”

Z tytułu płyty a także z okładki można by odnieść wrażenie, że oto przed nami bardzo urokliwe, a nawet miejscami medytacyjne doświadczenie muzyczne, ale już pierwszy utwór na tej płycie podnosi nam adrenalinę we krwi, a jakże celnie się nazywa: Ognia! Ognia!!!. My Brother The Wind to niemiecko – szwedzki projekt, który ma na celu tworzenie improwizowanej muzyki o psychodelicznym zabarwieniu w klimacie i nastroju amerykańsko – brytyjskim. Pierwszy raz usłyszałem o nich w audycji Piotra Kosińskiego „Noc Muzycznych Pejzaży” i prawdę powiedziawszy nie przypadli mi wtedy do gustu, ale gdy teraz w moje ręce wpadła płyta I Wash My Soul In The Stream Of Infinity to z miejsca zatopiłem się w to bogactwo dźwięków. Bo choć z założenia muzyka ta powinna cechować się spontanicznością i naturalnością przekazywania dźwięków w czasie rzeczywistym, to naprawdę trudno w to uwierzyć. Utwory są przemyślane i zaaranżowane w sposób bardzo uporządkowany, o żadnym dyletanctwie muzycznym nie ma mowy – muzycy świetnie się rozumieją nawzajem i dokładnie wyznaczają kierunek, w jaki ta muzyka ma podążać, czy raczej te dźwięki, które potem układają się muzykę. Genialny, ponad 13 minutowy opener, który brzmi jak przemyślana i dopracowana w najmniejszych szczegółach kompozycja, szczypta dalekiego wschodu w utworze Pagan Moonbeam, która sprawia, że przenosimy się muzycznie w zupełnie inny zakątek świata, a obraz ten dopełnić można zdaniem „"… z duszy, przez palce, bezpośrednio na płytę”. Must Be The Heart to zakaźna dawka dźwiękowej tajemniczości, gdzie można poczuć sposób komunikacji pomiędzy graczami. Perkusista, Tomas Eriksson uwalnia w tym utworze całość kunsztu prowadzącego do powstawania tak wysublimowanych a jednocześnie uporządkowanych dźwięków i rytmów. Kolejny utwór Torbjörn Abelli, to hołd dla pionierskiego szwedzkiego psychodelicznego basisty, zmarłego w zeszłym roku i jednocześnie retrospektywa drogi jaką pokonał skandynawski psychodelic od czasów gdy on właśnie starał się tworzyć podobną muzykę. Zamykający płytę, tytułowy I Wash My Soul In The Stream Of Infinity to muzycznych mantra, nad którą połacie przepięknych dźwięków melotronu pozostawiają słuchacza w stanie bliskim błogości. Nie wiem jak Wy, ale ja odpłynąłem zupełnie i jest to w tej chwili absolutny numer jeden do nocnego słuchania i delektowania się dźwiękami, które choć improwizowane, to niejednokrotnie tworzą muzyczne danie dużo lepszej jakości niż z mozołem produkowane przy komputerach pseudo – gwiazdki koncernów muzycznych i stacji radiowych.


 

My Brother The Wind w sieci:
[ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

sleepmakeswaves

Sleepmakeswaves "Sleepmakeswaves"

O tym zespole z antypodów pisałem już na moim blogu, więc zapraszam do poczytania, a teraz zespół wydał EPke w formie specjalnego digipacku, z oryginalną grafiką Julia Starr, Jonathan Khor i Corinna Conforti. W zasadzie nic nowego nie napiszę, bo to co Ci post – rockowcy robią na tej płycie jest po prostu oszałamiające. Pięknie budowany klimat, cudowne zmiany rytmu, urokliwe melodie, czy wirtuozeria instrumentalna – to jedynie kilka miłych epitetów opisujących te płytę. Otwierający Keep Your Splendid Silent Sun, melancholijnie brzmiącym fortepianem buduje od samego początku nastrój. Niesamowicie przestrzenne brzmienie, idealnie stopniowane emocje i powoli rozwijająca się w trzewiach żarząca się iskierka. Kolejny We Sing The Body Electric spokojnie i melodyjnie wprowadza nas w mocniejsze i zdecydowanie ostrzej brzmiące rejony, żeby za moment uspokoić i wyciszyć. Zresztą wydaje mi się, że to najpiękniejszy utwór z tego albumu, bo dostajemy tu wszystkiego po trochu, a słuchając przenosimy się w krainę, gdzie wszystko dosłownie jest możliwe. OK., nie będę opisywał każdego utworu, bo tej płyty po prostu trzeba posłuchać, zwłaszcza że jej cyfrowe wydanie kosztuje jedynie 2 $. Więcej na niej elektroniki, więcej świetnej sekcji rytmicznej, zwłaszcza perkusja buduje w wielu utworach niesamowicie przestrzenny dźwięk, więcej też dojrzałości muzycznej i kierunku w jakim będzie podążać ten zespół. I jest to naprawdę bardzo dobry kierunek. To jest genialna płyta. Warto dodać przy okazji, że już niedługo, bo 17 kwietnia zespół ten zagra w Polsce koncert w warszawskim klubie Hydrozagadka i nie muszę chyba dodawać, ze to wielka gratka dla fanów post – rocka a także tej kapeli. Wierzę, że uda mi się tam być i wrażeniami podzielę się z Wami.


 

Sleepmakewaves w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ last.fm ] | [ my space ] | [ facebook ]