kinta.pl

Muzyka nie zna narodowości.

Tak. Właśnie powstaje nowy cykliczny dział „Polska! Głupcze”, w którym będę starał się pokazać, że polskie zespoły wcale nie są gorsze, a często nawet lepsze od ich zachodnich kolegów. Natomiast mają czasem o wiele trudniej. Swoją drogą, ustawa, która ma zapewnić artystom śpiewającym po polsku, czas antenowy w rozgłośniach radiowych, jest nie do końca chyba tym czym miała być, bo co zrobić z artystami śpiewającymi w innym języku, a będących Polakami? Albo wyrażających się w uniwersalnym języku muzyki tylko? Temat myślę do przemyśleń, a teraz zaczynamy i to zaczynamy jak u Hitchcocka, czyli trzęsieniem ziemi.

 

 

servants of silence - weightless thoughts

Servants Of Silence – Weightless Thoughts EP

Przyznam się od razu, znam tę płytę od wczoraj dopiero, ale posłuchałem jej już chyba z 20 razy. Dawno już nikt nie oczarował mnie dźwiękami jak zespół Servants Of Silence. Zespół powstał w Puławach i jak piszą na swoim profilu facebookowym:

Naszym celem jest tworzenie muzyki wywołującej jak najwięcej emocji. Staramy się aby nasze kompozycje były niepowtarzalne i pozostawały w pamięci przed długi czas.

I trzeba im to przyznać, że się postarali. Więcej o nich dowiecie się z ich profilu, na który serdecznie zapraszam, a teraz kilka słów o płycie, a w zasadzie EPce, bo to tylko 4 utwory. Na pewno pierwszym naszym skojarzeniem będzie podobieństwo z Tides From Nebula, ale to zbyt duże uproszczenie. Oczywiście, słychać inspiracje i oczywiście to nic złego, ale Servants Of Silence ma jeszcze to coś, co ich odróżnia, a jednocześnie co pozwala odpłynąć myślami w rejony zarezerwowane naprawdę dla muzyki najlepszej, najbardziej klimatycznej, najbardziej niepowtarzalnej. Płyta sprawia wrażenie koncepcyjnej, z pięknym openerem Point Of Light In The Sky, w którym delikatna gitara miesza się dyskretnie w doskonałą sekcją rytmiczną, a motyw przewodni zapada w pamięć od razu. Choć muszę się odrobinę przyczepić, ze ten kawałek jest zrobiony według utartych schematów, czyli motyw przewodni, z gitarą i perkusją, następnie rozwinięcie, czyli mocniejsze uderzenie gitarowej ściany dźwięku, a następnie znów powrót do motywu przewodniego. Ale nie ma w tym w sumie nic złego, bo umiejętności techniczne są na bardzo wysokim poziomie, a smaczki w postaci delikatnych dźwięków klawiszy, pozwalają od samego początku zachwycać się brzmieniem i melodią. Potem następuję najbardziej „singlowy” kawałek Energy From Sunlight, który jest… tak, przebojowy :), i wiem jak to brzmi w odniesieniu do kapeli post-rockowej, ale naprawdę to utwór radiowy. Stosunkowo krótki, ale bardzo, bardzo wyrazisty, a jednocześnie w sposób perfekcyjny kontynuuje to co dostaliśmy na otwarcie. Bardzo podoba mi się to, co dzieje się w tym utworze na klawiszach, to świetne uzupełnienie i jednocześnie jakby ugrzecznienie tych dźwięków wydobywających się z gitar. Świetny utwór, bez dwóch zdań i doskonała wizytówka zespołu. A potem następuje najpiękniejsza część płyty, dwa długie, rozbudowane utwory, Waiting For The End rozpoczynający się od pięknego płaczu gitar i szeptu talerzy perkusji, by spokojnie przejść w doskonałą melodię, a następnie dzięki zmianom rytmu, zabrać nas w podróż, w melancholię i kontemplację, oderwać nas od rzeczywistości i pozwolić na absolutny relaks. Nie muszę też chyba dodawać, że ten i kolejny utwór są nadal kontynuacją poprzedników i w jakiś charakterystyczny sposób, myślę, że za pomocą klawiszy, spajają to wszystko w jedną całość. A wariacja gitarowa w końcowej części utworu, przyprawia o dreszcze i gęsią skórkę za każdym razem gdy tylko się pojawia. Na deser dostajemy utwór o jakże jednoznacznie brzmiącym tytule, One Milion Things – One Milion Thoughts . To prawdziwy majstersztyk, pod względem brzmieniowym, ale również pod względem budowania emocji i wchodzenia w prawdziwą interakcję ze słuchaczem. Interakcji w naszych myślach, interakcji w uczuciach i emocjach. A jakie wspaniałe obrazy w naszej głowie buduje ta muzyka, tego nie sposób opisać. Dość słów, tego trzeba posłuchać, po prostu. Bardzo się cieszę, że mamy na naszym własnym polskim podwórku taką kapelę, i chcę więcej i więcej i będę czekał na kolejne ich produkcje, a tymczasem włączę sobie guzik repeat na odtwarzaczu i będę się delektował tą cudowną płytą.


 

Servants Of Silence w sieci:
[ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

widek - multiverse

Widek – Multiverse EP

Widek, pod tą nazwą kryje się młody 23 letni artysta pochodzący z Elbląga Maciej Dawidek. To jego, jednoosobowy projekt obracający się w obszarach metalowych, które jak wiecie, nie są moimi ulubionymi obszarami, ale powiedzieć o tej muzyce tylko metal, to chyba lekkie nadużycie. Artysta ma na koncie dwie produkcje, mi w łapy wpadła ostatnia EPka. I muszę przyznać, że co najmniej od lat 90 ubiegłego wieku, gdy tego typu muzyka była bardzo popularna, nie słyszałem czegoś równie świeżego i bezkompromisowego. To tylko 10 minut grania, ale grania łączącego w sobie mocne metalowe rytmy, piękne post-rockowe ściany klawiszy i brudne, metalcoreowe gitarowe riffy czyli naprawdę kawał niezłego grania. Bardzo wiele w tym progresji, ale progresji mocnej, metalowej, wiele w tym szarpania i brudu, ale jako całość wypada naprawdę świetnie i przekonująco, i nie brakuje tam pięknych klimatycznych brzmień rodem z post-rocka. I choć jest to muzyka absolutnie niszowa, to nisza ta wydaje się być zupełnie przyjemna i chętnie w niej się zagłębiamy, słuchając kolejnych kompozycji. Szkoda, że tak krótko, szkoda, że brzmienie jest troche „domowe”, szkoda że nie słyszymy tego w radiu… Dużo tego szkoda… Ale miejmy nadzieję, że to nie koniec artystycznej drogi tego kompozytora i zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz pozytywnie. Naprawdę polecam serdecznie tę produkcję, zwłaszcza wszystkim, którzy lubią troszkę ostrzejsze brzmienie, ale bardzo niebanalne i nieoczywiste.


 

Widek w sieci:
[ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ] | [ bandcamp ] | [ you tube ]

 

the throne - fig 2

The Throne – Fig 2 EP

Zostaniemy jeszcze w naszej muzycznej podróży w okolicach morza, bo kolejny zespół pochodzi ze Szczecina. The Throne, bo o nim mowa, to też zespół, który brzmieniowo, jest dużo mocniejszy, niż to zwykle u mnie bywa, powiem więcej, to już prawdziwy kawał metalowego grania. Zwłaszcza gdy tylko usłyszymy wokal. Ale tu szufladkowanie również byłoby niesprawiedliwe, bo oprócz hardcoreowego grania mamy tu piękne przykłady post-rockowej czy tez post-metalowej melodii. Zresztą, tak naprawdę, nie wiem dlaczego zespół zwrócił moją uwagę, może przez to, że miejscami jest zbliżony brzmieniowo do Mastodona, a może przez świetne zmiany tempa i rytmu a nawet śpiewu, bo w utworze Universe szeptano – mówiony wokal przeradza się w krzyk, przejmujący i dosadny. A może po prostu, tak jak u poprzedników, czuję w tym wszystkim świeżość, bezkompromisowość i absolutną energię, która udziela się słuchaczowi i która pozwala odebrać tę muzykę na zupełnie innej płaszczyźnie. Ja jednak stawiam na dwa utwory, które wieńczą płytę, czyli Dust Storm Part 1 i 2. To naprawdę epickie utwory. Świetny riff, spokojny bas wraz z gitarowymi dźwiękami powoduje nastrój lekko psychodeliczny, i kończący utwór wokalny krzyk, który przypomina nam o co tu naprawdę chodzi. Zresztą wokalista, to osobny temat, bo oprócz dźwięków, które starsze osoby mogą przyprawić o zawał, potrafi też zaśpiewać bardzo czysto i ładnie jak w utworze The Beginning, ale prawdziwy charakter pokazuje nam w rejestrach, których zwyczajny człowiek nie jest w stanie osiągnąć nawet pod wpływem olbrzymiej dawki adrenaliny. Tak więc jest coś w tej muzyce, co nie pozwala nam przejść obok niej obojętnie, coś co zatrzymuje nas na dłużej i należy sobie życzyć, żeby zespół wydał pełną płytę, bo będzie to naprawdę dobry świeży materiał, którego nie spotkacie nigdzie indziej.


 

The Throne w sieci:
[ last.fm ] | [ my space ]

 

/< ! ^' "|" @   

 

Doceń Blog