anathema logo

 

Anathema + Amplifier, Klub Studio, Kraków, 21.04.2012r. 

Sobotnie krakowskie popołudnie okazało się deszczowe, nie na tyle, co prawda, żeby zniechęcić do jakiejkolwiek aktywności, ale na tyle przykre, że gdy dotarłem do Krakowa myślałem jedynie o tym, żeby się gdzieś schować. Ale pogoda, jakby wiedziała, że jest wieczorne wydarzenie, jakim jest koncert Anathemy, i choć w klubie, to zadbała o to, aby nie przeszkadzać i nawet się słońce na koniec dnia pokazało. Gdy dotarłem do miasteczka studenckiego AGH, gdzie umiejscowiony jest klub Studio, oczom moim ukazał się dość spory tłum i mimo tego, że wiedziałem, że ludzi będzie sporo, bo bilety się sprzedały do ostatniego, to ilość ludzi mnie trochę przeraziła. Może następne koncerty w Krakowie będą organizowane w jakimś większym miejscu? O frekwencję raczej nie należy się martwić. Koncert, co dość dziwnie może zabrzmi, ale rozpoczął się punktualnie o czasie. Dlatego przez różne sprawy organizacyjne typu szatnia, czy obowiązkowy zraszacz gardła (ha, wreszcie mogłem, gdyż tym razem nie byłem zmotoryzowany) sprawiły że ominęły mnie ze 3 kawałki suportu, którym tego wieczora był brytyjski Amplifier, choć oczywiście nie do końca, bo nagłośnienie w klubie jest na tyle dobre, że dochodziły do mnie dźwięki tej kapeli.

amplifier

Amplifier

Gdy dotarłem w końcu na sale, to moim oczom ukazał się tłum, tak gęsty, że zacząłem się poważnie zastanawiać, gdzie zmieści się ta cała reszta ludzi, która jeszcze tu nie weszła. Amplifier zagrał fajnie, nie miałem niestety przyjemności posłuchać jeszcze żadnej z płyt tego zespołu, dlatego z zainteresowaniem obserwowałem i słuchałem co ta czwórka anglików ma do zaprezentowania, i myślę, że to dość ciekawa propozycja, może nie zachwycająca, ale tez na pewno nie zniechęcająca. Zresztą dość żywiołowa reakcja publiczności również o tym świadczyła. W każdym razie, po tym występie chętnie zaznajomię się z materiałem płytowym tej kapeli, natomiast wybaczcie, ale nic więcej o nich nie napisze. Było ok.

Amplifier w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ facebook ] | [ bandcamp ] | [ my space ]

 

anathema

Anathema

Ale cóż, rolą suportów jest niestety zabicie czasu do występu gwiazdy wieczoru, więc gdy skończyli grać, rozpoczęło się wyczekiwanie na clue wieczoru. Zwłaszcza, że Kraków został wybrany na pierwsze miasto ich trasy koncertowej, promującej najnowszą płytę Weather Systems, po dość długiej przerwie w koncertowaniu, więc tym bardziej wszyscy oczekiwali na rozpoczęcie z miłym dreszczykiem emocji i pytaniem jak będzie… Przerwa techniczna była dość krótka i się zaczęło. I chyba nie mogło się zacząć inaczej jak od Untouchable Part 1 i 2 z najnowszej płyty. Cudowne openery, które porwały krakowską publiczność, w rodzaj amoku, który zdarza się na naprawdę niewielu koncertach. Wybaczcie te kolokwializmy, ale naprawdę wraz z pierwszymi dźwiękami ja również wpadłem w coś w rodzaju uniesienia i naprawdę trzeba było dość mocno się skupić, żeby wrócić do jako takiej rzeczywistości.


 

Następnie Lightning Song i już było jasne, że ten wieczór będzie poświęcony ich najnowszej płycie. Zresztą w trakcie trwania koncertu Vincent wielokrotnie powtarzał, że to pierwsze publiczne wykonanie na żywo tych kawałków, ale publiczność przyjęła je w sposób tak żywiołowy i emocjonalny, że nawet drobne wpadki które się zdarzały, nie zakłóciły atmosfery koncertu, a jedynie ją ubarwiły i moim skromnym zdaniem bootleg z tego koncertu byłby wielką gratką dla fanów. A jeśli idzie o wpadki, klawiszowiec Daniel Cardoso pomylił Everytyhing z Thin Air i po klasycznej „kurwa maci” – oczywiście po polsku, żeby nie było, rzuconej przez Vincenta utwór został zagrany od początku raz jeszcze, co w sumie wywołało jeszcze większy entuzjazm zgromadzonej publiczności. Na uwagę zasługuje tez to, w jaki sposób Daniel, teraz częściej już nazywany Danny, jak prawdziwy frontman, wódz i lider, prowadził publiczność, w jaki sposób dyrygował nią i zachęcał i w jaki wspaniały sposób tworzył tę niezapomnianą atmosferę. Muzycznie płyta Weather Systems zabrzmiała prawie w całości, bez dwóch, jeśli dobrze liczę, kawałków. Oczywiście nie zabrakło też utworów z We’re Here Because We’re Here oraz A Natural Disaster. A jako perełki, pojawiły się utwory Panic z płyty A Fine Day to Exit, który już szalejącą publiczność wprowadził w stan absolutnej nirwany na skalę globalną, Deep, Emotional Winter oraz Wings of God z płyty Judgement, a na koniec Fragile Dreams z Alternative 4. Świetnie wypadły dłuższe kompozycje, które budując napięcie eksplodowały w kulminacji powodując u publiczności ale i w zespole niewysłowioną radość i tak potężny ładunek pozytywnej energii, że wieczór ten mógłby się nigdy nie kończyć. O Dannym już wspominałem, o jego optymizmie i energii, ale warto też nie zapominać o Vincencie, który w swój śpiew wkładał chyba całe serce, a jego „zajebiście” brzmiało bardziej polsko niż nie jednego Polaka, a i Jamie wyłaniający się (dla mnie) zza zestawu głośników również wzbudzał natychmiast niewiarygodny aplauz. Zresztą o publiczności należy również napisać dwa słowa, bo takiej publiczności chyba nie spotyka się często, publiczność, która od siebie dała zespołowi również bardzo dużo energii, na ponad dwugodzinny set, publiczność która śpiewała razem z zespołem, która skandowała, klaskala, mruczała, publiczność, która na zakończenie ponad 5 minut nieprzerwalnie klaskała i dziękowała za występ, tak, że Danny sfilmował ją zorganizowanym naprędce aparatem. Publiczność jedyna w swoim rodzaju, dla takiej publiczności i dla takich koncertów chce się żyć.


 

 Byłem już na wielu koncertach, ale ten sobotni wieczór z Anathemą był jednym z najpiękniejszych koncertowych wieczorów w moim życiu, i gdybym tylko mógł, z radością udałbym się na drugi dzień do Poznania, żeby móc jeszcze raz uczestniczyć w tym misterium, w tej niewiarygodnej muzycznej przygodzie, która zapadła w moim sercu bardzo głęboko. I po raz kolejny proszę o wybaczenie, że niewiele materiałów zdjęciowych czy wideo znajdziecie w tej relacji, bo magia i atmosfera tego wieczora nie pozwalała na zajmowanie się tak banalnymi czynnościami. Bo Anathema zmiażdżyła mnie, przejechała walcem i było to naprawdę jedno z najprzyjemniejszych odczuć w moim życiu. Pozostaje wierzyć, że będę miał jeszcze niejedną okazję aby uczestniczyć w koncercie Anathemy – bo pragnę tego z całego serca. I na koniec ogromne podziękowania dla Basi, gdyż bez niej, to wydarzenie bez wątpienia ominęłoby mnie i chyba nie darowałbym sobie tego do końca życia, dziękuję Basiulek. Kilka kiepskiej jakości materiałów znajdziecie dodatkowo na moim kanale w You Tube.

/< ! ^' "|" @

P.S.

Oto wpis, który pojawił się na oficjalnej stronie Anathemy: 

"Poland was a wonderful place to begin the tour and we thank every one of the special polish fans for playing their part. The band is already in full swing and sounding and playing well. This is a good feeling. It was a special moment to play untouchable part 2 and hear the Poles singing along passionately. Thank you." (Daniel Cavanagh)

Dziękuję Anathemo.

Setlista:

  1. Untouchable Part 1
  2. Untouchable Part 2
  3. Lightning Song
  4. Thin Air
  5. Dreaming Light
  6. Everything
  7. Deep
  8. Emotional Winter
  9. Wings of God
  10. A Simple Mistake
  11. The Storm Before the Calm
  12. The Beginning and the End
  13. Universal
  14. Panic
  15. The Lost Child
  16. Internal Landscapes

i na bis:

  1. Closer
  2. A Natural Disaster
  3. Flying
  4. Fragile Dreams

 

Anathema w sieci:
[ strona oficjalna ] | [ strona polska ] | [ facebook ] | [ last.fm ] | [ my space ]

 

 

Doceń Blog