Tym postem chciałem rozpocząć nową kategorię wpisów, którą nazwałem "Moim zdaniem". Będę tu prezentowane około-muzyczne sprawy z mojej własnej perspektywy, subiektywne i oczywiście kompletnie nie wyważone. Taki rodzaj felietonu. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie 🙂 Zapraszam też wszystkich chętnych, którym brakuje miejsca w internetach, do wyrażania własnych opinii, na te strony. Tu można. 🙂 Na początek o kształtowaniu gustów masowej publiczności. Zapraszam.

 

 

rejs

Mamonizmy? Dlaczego Mamonizm?

Kto nie oglądał Rejsu? Nie widzę… I wszystko jasne. Inżynier Mamoń w tym zacnym filmie grany przez fenomenalnego Zdzisława Maklakiewicza, wpisał się w nasze życie kilkoma celnymi stwierdzeniami, które postanowiłem nazwać mamonizmami. Jednym z nich, a moim ulubionym jest:

Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.

Ta prawda ekranowa jak się okazało ma pełne potwierdzenie w rzeczywistości. I to kompletnie bez względu na rodzaj czy gatunek muzyczny. Jako że najbliżej mi w okolice rocka to na nim się skupię, ale można zapewne to samo napisać dla każdego innego rodzaju muzyki. A za inspirację posłużyły mi dwie audycje radiowe nadawane całkiem niedawno.

Mamonizm wszechczasów.

Jest sobie raz w roku pewien top wszechczasów, układany przez masową publiczność metodą głosowania. Oczywiście nie ma w tym nic złego, warto od czasu do czasu posłuchać evergreenów. Zdumienie moje powoduje jedynie publicznie okazane uwielbienie dla tego typu audycji. Podczas trwania, a jest to cały dzień, ilość zachwytów nad tą formą audycji jest po prostu ogromna. Specjalna strona na portalu społecznościowym utworzoną przez fana audycji w ciągu kilku godzin podwaja liczbę subskrybentów. Na stronie stacji radiowej zaś ilość komentarzy bije rekordy. Oczywiście w tej beczce miodu czasem pojawia się łyżką dzięgciu w postaci krótkich wojenek, który utwór powinien być wyżej a który niżej. Ale to są przypadki marginalne i pierwszą dziesiątkę wszyscy już słuchają i komentują z uwielbieniem na twarzy. Top istnieje od kilku lat i konia z rzędem temu, kto pomiędzy poszczególnymi edycjami znajdzie jakieś istotne różnice. Raz jeden gdy redakcja zmieniła sposób liczenia głosów była mała rewolucja w końcowym ustawieniu ale po fali krytyki wróciła szybko do standardu. Oczywiście od czasu do czasu pojawiają się nowości w zestawie do głosowania, ale nawet solidnie przez rok promowane nie mają większych szans niż miejsce w trzeciej dziesiątce. A na dodatek też pojawiają się głosy, że na top to tylko utwory z historią. Mamy więc po raz pierwszy udowodniony przypadek mamonizmu.

Mamonizm roczny.

Koniec roku i początek nowego to okres wszelkiej maści plebiscytów, podsumowań i głosowań. Tu posłużę się plebiscytem na najlepszy album ro(c)ku 2013 organizowany przez jedną z audycji które słucham, nadawanej w niszowym czasie antenowym i prezentującej muzykę dość daleko leżąca od popu. Zestaw do głosowania był obszerny i mocno zróżnicowany. Dość powiedzieć, że w zestawie znalazły się również płyty nie do końca grane w audycji ale prezentowane na falach eteru długo i solidnie. Na dodatek każdy głosujący mógł samodzielnie dołożyć do zestawu 10 płyt w jego opinii zasługujących na zaszczytne miano najlepszego albumu roku. I jakie mamy wyniki? Pierwsze miejsce płyta która gościła przez kilka tygodni na pierwszym miejscu listy przebojów. Drugie płyta grana chyba we wszystkich audycjach radiowych stacji, promowana specjalnym koncertem. Mógłbym tak wymieniać bez przerwy. A to zasłużony dla muzyki dinozaur. A to płyta wydana po latach milczenia. A to talent roku występujący w reklamach. A genialna płyta zespołu zgranego raz w czwartek między drugą a czwarta w zestawie nie pojawia się. Wniosek jest jeden, im częściej coś słyszymy tym bardziej to lubimy. Mamonizm? 🙂

Mamonizm okazjonalny.

Już widzę komentarze, nie jesteś bez winy więc czemu pierwszy rzucasz kamieniem? Tak, ja nie jestem inny. Również lubię od czasu do czasu posłuchać tego co najbardziej lubię, okazja zawsze się znajdzie, czy to zastępstwo mojego ulubionego prowadzącego i czterogodzinny czas antenowy. Czy to rocznica innej audycji. Sam wtedy wpadam w zachwyt i banan z twarzy mi nie schodzi bo większość takich audycji jest najbardziej zbliżona gustem do moich preferencji. Jestem Mamoniem. Przynajmniej po części 🙂 Dostrzegam jednak subtelna różnice. Najczęściej, to że coś długo słucham zawdzięczam jedynie sobie, bo niestety w radiu o tym cicho. Ale mamonizm to mamonizm.

rejs

Dlaczego o tym pisze? W końcu ustaliliśmy że ja sam jestem Mamoniem okazjonalnym. Ano pisze żeby uświadomić co niektórym, że jest idealne radio dla Mamoniów. Nazywa się ono Radio Złote Przeboje (z całym szacunkiem i no offence). Mamonizm non stop. Natomiast od publicznego radia oczekuje że schlebianie Mamoniom odbywać się będzie okazjonalnie i przy wyjątkowych okazjach. Natomiast na codzień radio opłacane z moich podatków powinno skupiać się na misji. Misji odkrywania, prezentowania, wyszukiwania, edukowania. Radio publiczne nie powinno grać non stop tego za co zapłacą wytwórnie płytowe promujące swoich artystów. To jest domeną stacji komercyjnych. Radio publiczne nie powinno spychać audycji gdzie grana jest fenomenalna płyta na środek tygodnia w godzinny późno nocne. Nie powinno szukać alternatywy na największych portalach muzycznych. Nie powinno wreszcie grać do znudzenia jednego artysty. Bo w ten sposób, produkuje jedynie Mamoniów. Ale nie tych okazjonalnych. Produkuje się Mamoniów codziennych. Niestety.

Jakimi Mamoniami Wy jesteście?

 

Zdjęcia pochodzą z filmu "Rejs" Marka Piwowskiego. Cytat z fimu udostępniony za: http://pl.wikiquote.org/wiki/Rejs

/< ! ^' "|" @