endless riverPink Floyd, Endless River, 2014

Kto z nas nie zna, nie słucha, nie kocha ikony rocka progresywnego, instrumentalnego, psychodelicznego w wieloletnim wykonaniu zespołu Pink Floyd. Grupa przechodziła różne okresy w swej twórczości, wzloty ale również bolesne rozstania mające wpływ na jej dalszą twórczość. David Gilmoure wydawał kolejne płyty, które jednak nawiązywały do głównego nurtu, który plasował zespół na najwyższych szczeblach muzycznych notowań. I tak o to dochodzimy do długo oczekiwanej THE ENDLESS RIVER.

Pierwsze dźwięki, pierwsze takty powodowały, że uwierzyłem, że jest to kolejne, wielkie wydarzenie muzyczne. Ale kolejne takty i utwory w zasadzie nie różniły się od poprzednich. W miarę upływających z czasem nut i dźwięków nie powstała dla mnie jakaś sensowna opowieść, której bym się spodziewał po tak wielkim wykonawcy. Ot z utworu na utwór Gilmoure brzdąka na fenderze jak w pijackim zwidzie, a fujarki i klawisze grają rozwiane przygrywki… Kiedyś gdy sam jeszcze grywałem na gitarze dla wprawek tworzyłem sobie własne, przestrzenne kompozycje, z których nigdy nie powstała żadna piosenka bo te „utwory” były sztuką samą dla siebie i nie służyły niczemu innemu jak rozruszaniu paców na karkołomnych akordach. Przy THE ENDLESS RIVER mam wrażenie, że Pink Floyd ponagrywał takie właśnie wprawki i wydał w formie płyty oczywiście perfekcyjnie dbając o aranżację oraz dźwięk. Może kogoś ta płyta zachwyci. Może moje zdanie jest zbyt stronnicze ale uważam, że ta płyta powinna wylądować bardzo głęboko w szufladzie z napisem Pink Floyd…

Marek Niedźwiecki

 


 

Pink Floyd - "The Endless River"

Pink Floyd w sieci:
strona oficjalna ] | [ strona polska ] | [ facebook ] | [ last.fm ]