Mono

The Ocean, Solstafir, Mono, Warszawa, Klub Proxima, 22.10.2015r.

Niewiele brakowało, abym na tym koncercie nie był. Cóż. Czasem okoliczności tak się splatają, że wszystkie plany biorą w łeb. Czasem jest też tak, że mimo wszystkich przeciwności, udaje się spełnić jedno malutkie marzenie, którym możesz się radować potem bardzo długo. I tak właśnie było z tym koncertem. Mimo tego, że pojechałem całkiem sam, przez przeszło 12 godzin prowadząc samochód, nie oddałbym tych chwil nigdy i za nic. Bo takie koncerty są właśnie spełnieniem marzeń. Ale nim o tym, zacznijmy po kolei.

Pomóż w promocji tego bloga. Aby czytać dalej kliknij na jeden z przycisków.

Powtórzę, że bardzo ciężko napisać obiektywną relację z koncertu swoich idoli. Zresztą, od tego są obiektywni dziennikarze muzyczni. Ale gdybym naprawdę miał się silić na obiektywizm, gwiazdą wieczoru było, w pełni zasłużenie zresztą, Solstafir. Natomiast w moim sercu oprócz tych islandzkich brodaczy zostanie pełna emocji, pełna dźwięków, pełna inspiracji muzyka zespołu Mono. Bo oni za każdym razem zabierają mnie w podróż do miejsc z których nigdy nie chce mi się wracać. Dziękuje Mono.

/< ! ^’ „|” @